(www.artween.com)
i oto jestem, cała, niezdrowa, tarmoszona przez faraona. Ogarnę chlewik w domu i siebie, zaniedbaną pocztę i zaległości w czytaniu blogów, to opublikuję wspomnienia poparte brązowym ciałem :) Poza tym, polski lipiec taki piękny :D
sobota, 13 lipca 2013
czwartek, 4 lipca 2013
kto się nie boi latać?
więc, nadszedł TEN dzień.
(źródło zdjęcia-oby nie prorocze:)
Na popołudnie zapowiadają burze z gradem - więc już miałam w nocy plastyczną wizję, jak w samolot uderza piorun.
Na miejscu - o ile dolecimy - też niewesoło.
Jeśli nie odezwę się w przyszły weekend, to kiepsko ze mną. Proszę mnie uprzejmie wspomnieć i opłakać jako osobę pełną cnót; niniejszym informuję, że dziecię młodsze pod opiekę teściowej niedoszłej oddaję, bo aniołem jest. Teściowa:)
Przy okazji wyjazdu naładowałam mp3 po brzegi. Tak sobie zerknęłam i poraziła mnie jej zawartość
Na mojej różowej kanapie siedzą w zgodzie eminem, anna maria jopek, mietek szcześniak, metallica, pearl jam, ania szarmach, the eagles, dire straits, dżem, rihanna, sting, harry nillson, don omar, barry white, kasia nosowska, eva cassidy, blur, selah sue, ira, grzegorz turnau , adamski, dołączył iron maiden....
czy to eklektyzm i dowód na otwartość, czy zwyczajna niedojrzałość muzyczna ?
co by Wam tu zapodać na urlop ?
(źródło zdjęcia-oby nie prorocze:)
Na popołudnie zapowiadają burze z gradem - więc już miałam w nocy plastyczną wizję, jak w samolot uderza piorun.
Na miejscu - o ile dolecimy - też niewesoło.
Jeśli nie odezwę się w przyszły weekend, to kiepsko ze mną. Proszę mnie uprzejmie wspomnieć i opłakać jako osobę pełną cnót; niniejszym informuję, że dziecię młodsze pod opiekę teściowej niedoszłej oddaję, bo aniołem jest. Teściowa:)
Przy okazji wyjazdu naładowałam mp3 po brzegi. Tak sobie zerknęłam i poraziła mnie jej zawartość
Na mojej różowej kanapie siedzą w zgodzie eminem, anna maria jopek, mietek szcześniak, metallica, pearl jam, ania szarmach, the eagles, dire straits, dżem, rihanna, sting, harry nillson, don omar, barry white, kasia nosowska, eva cassidy, blur, selah sue, ira, grzegorz turnau , adamski, dołączył iron maiden....
czy to eklektyzm i dowód na otwartość, czy zwyczajna niedojrzałość muzyczna ?
co by Wam tu zapodać na urlop ?
środa, 3 lipca 2013
nieświadoma śmieciowych praw i obowiązków...
udałam się na zebranie wiejskie. Tłumy były, dobrze, że ludzie się interesują, choć większość po prostu przyszła się wyżalić, że będą płacić dużo więcej. Więc, zadałam kilka konkretnych pytań i jestem uświadomiona :) Może jednak nie będzie tak źle, zwłaszcza, że gmina planuje obniżenie opłat. A jestem za sortowaniem!!!
I tak, na urlopie będę czytać
Ewa K. Kossak "Dagny Przybyszewska. Zbłąkana gwiazda"
i/lub
Judith Merkle Riley "Czara wyroczni"
i/lub coś tam jeszcze z biblioteki. Rewia rozrywki kupiona, bilety i vouchery odebrane, dolary nabyte, kostium dla Podlotki takoż, pozostaje tylko mieć nadzieję, że Egipt nie wyleci w powietrze.
hmm, całkiem niezły ten Iron... puszczę sobie raz jeszcze śledząc wiadomości z Kairu
Szkoda mi Egipcjan. Już rok temu byli sceptyczni, choć jeszcze pełni nadziei na zmiany, rozmawialiśmy o sytuacji z pracownikami w hotelu. Szkoda, że kompletnie nie mam rozeznania w sytuacji politycznej, widziałam tylko ludzi - właściwie takich samych jak my. Więc żadnych teorii nie odważę się snuć. Życzę im dojścia do porozumienia i stabilizacji.
a tak poza tym - byłam dziś całym sercem za Łukaszem Kubotem :) bardzo żałuję, że nie udało mu się wygrać.
jak daleko pada jabłko od jabłoni?
bardzo daleko.
Wielki Brat, dziecię me pierworodne, szaleje w Łodzi na koncercie
A co na to Jadowita, wielbicielka krainy łagodności?
polecił mi na odjezdnym do posłuchania, więc posłusznie słucham :)
Podlotka natomiast nie miała ŻADNEGO problemu z wyborem lektury na wakacje. Kazała mi mianowicie kupić - uwaga, hardcore - podręcznik chemii do klasy drugiej!!
Radosne kwiki (sole! mamo, kwasy!!!), które wydawała z siebie wertując książkę, upewniły mnie, że czasem to jabłko turla się i turla:)
wtorek, 2 lipca 2013
obowiązek obowiązkiem jest...
...post o wakacjach musi być:)
Jadowita już niedługo leci wygrzewać stare, zmurszałe i obolałe kości tudzież inne nadwątlone organy pod palmy w otoczeniu kaktusów, ha :D
(zdjęcie tym razem moje)
W programie przewidziałam także kojenie nerwów kolorowymi rybkami, obżeranie się i uczenie Podlotki tenisa
dlaczego palmy, skoro uwielbiam polskiego morza szum, wrzaski mew i spacery plażą w towarzystwie wydm i sosen?
bo
zazwyczaj jadę nad morze około 12 godzin w potwornym upale, po czym na miejscu zaczyna padać i pada do końca pobytu lub
- jadę nad morze po czym jest pogoda a fochman narzeka cały czas, bo miało padać (w końcu to polskie morze) i mieliśmy oglądać jakieś omszałe ruiny a ja wolę zalec na piachu i się resetować lub
-wpadamy na pomysł żeby jechać nocą po czym po zapakowaniu całości wepchnięciu dzieci i bagaży i wyruszeniu w ciemną deszczową (a jakże!) noc auto się psuje i cały misterny plan szlag trafia, ponadto nieoswojony mechanik widząc nas w sytuacji podbramkowej zdziera z nas praktycznie całą kasę przeznaczoną na rozrywkowy pobyt
a tak, to sobie jadę na luzika, z jedną walizeczką i, jak na razie najwięcej problemów nastręcza mi wybór lektury.
Musi być na tyle ambitna, żebym musiała się nad nią skupić i nie połknęła jej w jeden dzień (w końcu, będę miała duuuużo czasu), ale nie zbyt ambitna, żeby mnie nie odrzuciło na samym wstępie.
sugestie fochmana, żeby zabrać prawo geodezyjne i kpa, uważam za niesmaczne.
acha
dowiedziałam się niedawno, że samotna polka wybierając urlop w krajach arabskich nastawia się seks-wakacje. Otóż, uprzejmie donoszę, że ja NIE. Ale rozumiem :)
a ponieważ KTOŚ tam w górze mnie wysłuchał, słoneczko świeci, pranie się suszy, nereczki podgrzałam, nastrój mam nieprzyzwoicie doskonały. Tylko patrzeć, jak padnie moje biuro podróży :)
Póki co, głośno śpiewam w samochodzie (bez klimy,no)
Jadowita już niedługo leci wygrzewać stare, zmurszałe i obolałe kości tudzież inne nadwątlone organy pod palmy w otoczeniu kaktusów, ha :D
W programie przewidziałam także kojenie nerwów kolorowymi rybkami, obżeranie się i uczenie Podlotki tenisa
dlaczego palmy, skoro uwielbiam polskiego morza szum, wrzaski mew i spacery plażą w towarzystwie wydm i sosen?
bo
zazwyczaj jadę nad morze około 12 godzin w potwornym upale, po czym na miejscu zaczyna padać i pada do końca pobytu lub
- jadę nad morze po czym jest pogoda a fochman narzeka cały czas, bo miało padać (w końcu to polskie morze) i mieliśmy oglądać jakieś omszałe ruiny a ja wolę zalec na piachu i się resetować lub
-wpadamy na pomysł żeby jechać nocą po czym po zapakowaniu całości wepchnięciu dzieci i bagaży i wyruszeniu w ciemną deszczową (a jakże!) noc auto się psuje i cały misterny plan szlag trafia, ponadto nieoswojony mechanik widząc nas w sytuacji podbramkowej zdziera z nas praktycznie całą kasę przeznaczoną na rozrywkowy pobyt
a tak, to sobie jadę na luzika, z jedną walizeczką i, jak na razie najwięcej problemów nastręcza mi wybór lektury.
Musi być na tyle ambitna, żebym musiała się nad nią skupić i nie połknęła jej w jeden dzień (w końcu, będę miała duuuużo czasu), ale nie zbyt ambitna, żeby mnie nie odrzuciło na samym wstępie.
sugestie fochmana, żeby zabrać prawo geodezyjne i kpa, uważam za niesmaczne.
acha
dowiedziałam się niedawno, że samotna polka wybierając urlop w krajach arabskich nastawia się seks-wakacje. Otóż, uprzejmie donoszę, że ja NIE. Ale rozumiem :)
a ponieważ KTOŚ tam w górze mnie wysłuchał, słoneczko świeci, pranie się suszy, nereczki podgrzałam, nastrój mam nieprzyzwoicie doskonały. Tylko patrzeć, jak padnie moje biuro podróży :)
Póki co, głośno śpiewam w samochodzie (bez klimy,no)
niedziela, 30 czerwca 2013
wtf?
przełom czerwca i lipca. Odnotujmy dla potomnych. Spałam we flanelowych gaciach, polarze, pod kocem, w skarpetach.
Do pracy jechałam zawinięta w ogromny sweter szary jak niebo.
wczorajszy tradycyjny niedzielny poranny debelek był upstrzony mżawką, przez co dziś bolą mnie nereczki.
błeee
komu trzeba w łapę dać dolara, żeby ujrzeć słoneczko?
dam dwa za kilka dni porządnego ciepełka, pranie mi nie schnie :)
obrazek stąd :)
Do pracy jechałam zawinięta w ogromny sweter szary jak niebo.
wczorajszy tradycyjny niedzielny poranny debelek był upstrzony mżawką, przez co dziś bolą mnie nereczki.
błeee
komu trzeba w łapę dać dolara, żeby ujrzeć słoneczko?
dam dwa za kilka dni porządnego ciepełka, pranie mi nie schnie :)
obrazek stąd :)
piątek, 28 czerwca 2013
odsiecz Wielkiego Brata
Podlotka NIE MA SIĘ W CO UBRAĆ.
Absolutnie. Nie ma bluzki, sukienki, spodni czy spódniczki, nie ma NIC, co nadawałoby się na zakończenie roku. W dodatku na policzku wyskoczył pierwszy pryszcz, co samo w sobie jest tragiczne, nie dość, że pierwszy, to jeszcze na policzku? Po pokoju fruwają ciuchy, Podlotka dla pewności ogląda się w trzech lustrach, zanim nie zrzuci z siebie kolejnego zupełnie beznadziejnego (jej zdaniem) stroju.
Próbuję interweniować - bezskutecznie. Mój pseudohipsterski zestaw wywołuje spojrzenie pełne politowania.
Wielki Brat wisząc na komputerze stara się ignorować trwające wokół szaleństwo.
Nagle wstaje, wydaje z siebie jakiś niezrozumiały okrzyk i pędzi na górę. Łomot dochodzący ze stryszku świadczy o tym, że najprawdopodobniej wydobył z czeluści swojej szafy miecz, żeby przebić nim siostrę swą rodzoną.
Zbiega na dół, dzierżąc w dłoni... białą bluzeczkę.
Uroczą, jakby na Podlotkę skrojoną, w sam raz na jutro.
Podlotka kwiczy donośnie i radośnie, co powoduje skutek uboczny - z kąta gwałtownie podnosi się wystraszony pies, puszcza donośnego bąka i ucieka.
Do bluzki dobrana jest reszta, nagle wszystko pasuje, jest pięknie, idealnie i w ogóle ok. Zadowolone potomki usadzają dupska przed monitorem, wyniośle ignorując panujący wokół nieład, zapada cisza.
Zostaję tylko ja, uformowana w drzwiach na kształt wielkiego ?
obrazek stąd
Próbuję interweniować - bezskutecznie. Mój pseudohipsterski zestaw wywołuje spojrzenie pełne politowania.
Wielki Brat wisząc na komputerze stara się ignorować trwające wokół szaleństwo.
Nagle wstaje, wydaje z siebie jakiś niezrozumiały okrzyk i pędzi na górę. Łomot dochodzący ze stryszku świadczy o tym, że najprawdopodobniej wydobył z czeluści swojej szafy miecz, żeby przebić nim siostrę swą rodzoną.
Zbiega na dół, dzierżąc w dłoni... białą bluzeczkę.
Uroczą, jakby na Podlotkę skrojoną, w sam raz na jutro.
Podlotka kwiczy donośnie i radośnie, co powoduje skutek uboczny - z kąta gwałtownie podnosi się wystraszony pies, puszcza donośnego bąka i ucieka.
Do bluzki dobrana jest reszta, nagle wszystko pasuje, jest pięknie, idealnie i w ogóle ok. Zadowolone potomki usadzają dupska przed monitorem, wyniośle ignorując panujący wokół nieład, zapada cisza.
Zostaję tylko ja, uformowana w drzwiach na kształt wielkiego ?
wtorek, 25 czerwca 2013
tak jakby rocznicowo :)
kompletnie bez okazji!!!
przypomniało mi się, gdy niedawno (wczoraj, chyba?) ze współpracownikami urządziliśmy dla pozostałych współpracowników imprezę; w trójkę w tym samym roku kończyliśmy odpowiednio 40-50-60 lat. Mniej więcej w tym samym czasie. Impreza była zacna, potraktowałam ją jako huczne, oficjalne i ostateczne zakończenie obchodzenia urodzin :D
I od tego czasu mam nieustannie 40 lat. Piękny wiek.
Ale, przy tej okazji narodziły mi się poematy, sztuka bardzo wysoka, jakżeby inaczej:)
Oczywiście, czynności powyższe wymagały odpowiednich wspomagaczy odwagi :)
Więc, śpiewajmy. Dziś, jutro i cały rok. Najlepszego :)
przypomniało mi się, gdy niedawno (wczoraj, chyba?) ze współpracownikami urządziliśmy dla pozostałych współpracowników imprezę; w trójkę w tym samym roku kończyliśmy odpowiednio 40-50-60 lat. Mniej więcej w tym samym czasie. Impreza była zacna, potraktowałam ją jako huczne, oficjalne i ostateczne zakończenie obchodzenia urodzin :D
I od tego czasu mam nieustannie 40 lat. Piękny wiek.
Ale, przy tej okazji narodziły mi się poematy, sztuka bardzo wysoka, jakżeby inaczej:)
To śpiewaliśmy na melodię Entliczek Pętliczek co zrobi Piechniczek, czy ktoś to pamięta w ogóle ???? Mundial 82, czasy zamierzchłe jak moja młodość durna i chmurna :D
Czterdzieści,
pięćdziesiąt,
sześćdziesiąt
już latek - to poważny stan
siwe włosy,
sztywne stawy, brak ochoty na zabawy
ale to nie
grozi nam
jesteśmy jak
młode zwierzątka niesforne
co w trawie
brykają
To nasza
jest tajemnica
radosne mamy
oblicza
Nie damy się
zwapnić - stanowcze nie
na cześć
naszą okrzyk o’le !
Czterdzieści,
pięćdziesiąt,
sześćdziesiąt
to przecież - jest najlepszy czas
duże dzieci,
dobra praca, moc doświadczeń nas wzbogaca
nie poszła
nauka w las
jesteśmy jak
wino, życia bagaż w dal odpłynął,
chwile
piękne trwają
To nasza
jest tajemnica
radosne mamy
oblicza
Nie damy się
zwapnić - stanowcze nie
na cześć
naszą okrzyk o’le !
Ach, ależ z nas było trio :D
A to recytowaliśmy z odpowiednimi efektami:
Stoją przed
Wami solenizanci:
bluzeczka
biała, spodenki w kancik,
radosne
buzie, jasne spojrzenia:
wszak tak
naprawdę nic się nie zmienia.
bo choćby
przyszło lat sto pięćdziesiąt
i drugie
tyle wiosen co miesiąc
i choćby nie
wiem jakie przeżycia
i choćby łeb
im pękał z przepicia,
choć poorane
zmarszczkami twarze
ciągle to
żwawe są egzemplarze
ciągną i
ciągną życia wagony
a w tych
wagonach doświadczeń tony
wspomnień
radosnych słoneczne chwile
czy już
naprawdę czasu aż tyle?
A dokąd a
dokąd a dokąd tak gna?
Czyż można
to życie porównać do Spa?
Czy można
choć zwolnić to tempo, ten bieg
bo przecież
czasami by człowiek się wściekł
bo gna to
to, po co to, gna to to tak to to
Oczywiście, czynności powyższe wymagały odpowiednich wspomagaczy odwagi :)
Więc, śpiewajmy. Dziś, jutro i cały rok. Najlepszego :)
poniedziałek, 24 czerwca 2013
dłubanina
ostatnio moja praca wygląda mniej więcej tak:
usiłuję pozbierać do kupy, posklejać i policzyć coś, co ktoś spieprzył dokładnie 75 lat temu. Druga tura spieprzania była około 61 roku. Trochę mnie ogłupia już i drażni ten charakterystyczny suchy zapach starego papieru, atramentu i kto wie czego jeszcze.
Z przyjemnością przeniosłabym się w czasie (było wówczas o wiele mniej formalności do przejścia), zrobiła co trzeba, wpisała gdzie należy i miałabym łatwiej.
Z przyjemnością powitałabym możliwość spuszczenia w kiblu skarg od ludzi, którzy nie wiedzą, czego chcą i skarżą imiennie kogoś, kogo nie widzieli na oczy ani z nim nie rozmawiali.
Niestety - potencjalny wyborca ma zawsze rację.
Nie można na skargę odpowiedzieć jednym zdaniem - nie rozmawiałam z człowiekiem, nie wiem czego chce. Trzeba to zdanie ubrać w trzy strony A4 wyjaśnień, które niczego nie wyjaśniają - z prostej przyczyny, że nie ma czego wyjaśniać.
Z przyjemnością powitałabym czytelne i jasne przepisy, które nie dopuszczają możliwości interpretacji
Coraz mi bliżej do urlopu. Z przyjemnością skorzystam.
usiłuję pozbierać do kupy, posklejać i policzyć coś, co ktoś spieprzył dokładnie 75 lat temu. Druga tura spieprzania była około 61 roku. Trochę mnie ogłupia już i drażni ten charakterystyczny suchy zapach starego papieru, atramentu i kto wie czego jeszcze.
Z przyjemnością przeniosłabym się w czasie (było wówczas o wiele mniej formalności do przejścia), zrobiła co trzeba, wpisała gdzie należy i miałabym łatwiej.
Z przyjemnością powitałabym możliwość spuszczenia w kiblu skarg od ludzi, którzy nie wiedzą, czego chcą i skarżą imiennie kogoś, kogo nie widzieli na oczy ani z nim nie rozmawiali.
Niestety - potencjalny wyborca ma zawsze rację.
Nie można na skargę odpowiedzieć jednym zdaniem - nie rozmawiałam z człowiekiem, nie wiem czego chce. Trzeba to zdanie ubrać w trzy strony A4 wyjaśnień, które niczego nie wyjaśniają - z prostej przyczyny, że nie ma czego wyjaśniać.
Z przyjemnością powitałabym czytelne i jasne przepisy, które nie dopuszczają możliwości interpretacji
Coraz mi bliżej do urlopu. Z przyjemnością skorzystam.
piątek, 21 czerwca 2013
dzień pod znakiem serca
a konkretniej, Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu...
Leczymy Tatę. Zabieg się udał. Jutro odbieram zbolałego delikwenta, mam nadzieję, że - a może lepiej - WIEM, że będzie dobrze. To dobry ośrodek.
Czy upał już wszystkim dokuczył? nawet tym, co narzekali na długą zimę, jak niżej podpisana? Ważę ze 200 kilo, jestem otępiała i nawet ćwiczyć mi sie nie chce. Ba, ograniczyłam prasowanie! Na przykład, przestałam prasować ściereczki, ręczniki i koszulki domowe, bieliznę nocną, moje ciuchy sportowe, no, prawie wszystko przestałam. A niech tam.
Leczymy Tatę. Zabieg się udał. Jutro odbieram zbolałego delikwenta, mam nadzieję, że - a może lepiej - WIEM, że będzie dobrze. To dobry ośrodek.
Czy upał już wszystkim dokuczył? nawet tym, co narzekali na długą zimę, jak niżej podpisana? Ważę ze 200 kilo, jestem otępiała i nawet ćwiczyć mi sie nie chce. Ba, ograniczyłam prasowanie! Na przykład, przestałam prasować ściereczki, ręczniki i koszulki domowe, bieliznę nocną, moje ciuchy sportowe, no, prawie wszystko przestałam. A niech tam.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
O Kutno!
w nawiązaniu do niedzielnego koncertu w Trójce i Piaska (ciągle wzdycham, a tak).
otóż, gdy Grzegorz Turnau śpiewał O kutno, tu w wykonaniu Bronisława Pawlika...
...przypomniałam sobie, jak dwa lata temu przy okazji rodzinnego wesela, zawitałam do swojego rodzinnego miasta w czasie absolutnie uroczego Święta Róży. Wszystkim, którzy mogą się wybrać, polecam; mnie urzekły pachnące różami ulice i gazety, rozmaite koncerty (wtedy był mój pierwszy raz, jeśli chodzi o Piaska :)), oczywiście wesołe miasteczko, lokalne rękodzieło, różane specjały, i dużo, dużo róż, z których słyną okoliczni hodowcy. Może jeszcze kiedyś będę miała okazję :)
Latadło urodzone w bólach ocenione zostało na 5 :)
Hmm.
Znalazł się znienacka plus dodatni miejsca zamieszkania. Kawałek dalej można chodzić na konie :)
Jakie to przyjemne, że nie muszę Podlotki zawozić, a potem czekać kilka godzin; mogą to docenić tylko Ci, którzy mieszkają na zadupiu :)
Oczywiście, już uczęszcza na jazdy regularnie, SAMA, zna końskie imiona i narowy, jak również zaprzyjaźniła się z kozą. Zdążyła także zaliczyć glebę. A ja - drążenie kieszeni :) Niech żyją dziecięce pasje!
otóż, gdy Grzegorz Turnau śpiewał O kutno, tu w wykonaniu Bronisława Pawlika...
Latadło urodzone w bólach ocenione zostało na 5 :)
Hmm.
Znalazł się znienacka plus dodatni miejsca zamieszkania. Kawałek dalej można chodzić na konie :)
Jakie to przyjemne, że nie muszę Podlotki zawozić, a potem czekać kilka godzin; mogą to docenić tylko Ci, którzy mieszkają na zadupiu :)
Oczywiście, już uczęszcza na jazdy regularnie, SAMA, zna końskie imiona i narowy, jak również zaprzyjaźniła się z kozą. Zdążyła także zaliczyć glebę. A ja - drążenie kieszeni :) Niech żyją dziecięce pasje!
niedziela, 16 czerwca 2013
akcja latadło
po klejeniu domu z piernika, które to zadanie absolutnie nas przerosło, przyszedł czas na latadło. Czyli coś, co mogłoby latać, ma skrzydła i oczywiście jest na jutro, na ocenę, która jest ważna. Dziecię miało pomysł na latadło eko, z liści i drzewa, które jednak nie wyszło najszczególniej. Ponadto, do jutra byłoby zwyczajnie zwiędnięte. Więc, po krótkim ataku histerii, do akcji wkroczył Wielki Brat.
Grzebanie w kupie klocków i konstruowanie latadła z Lego z Wielkim Bratem ma właściwości terapeutyczne, w związku z czym dziecię zawiesiło się na klockach przez resztę wieczoru budując copopadnie, słuchając trójkowego koncertu piosenek Jerzego Wasowskiego. Matka, jako kompletnie nieprzydatna bo nierozróżniająca klocków absolutnie, została odesłana do kuchni.
Swoją drogą, nie mogliby na przykład szyć fartuszków?!?!
Jeśli chodzi o Piaska - warto było pocierpieć:) Na żywo poradził sobie znakomicie, miał fajny kontakt z publicznością, wiedział, gdzie był i nawiązał nawet do miejscowego święta, co było miłe. A jak sobie tak tańczył na tej scenie, to ... uch.
Jak to ujęły pewne niewyżyte czarodziejki, dałabym mu na kamieniu. I na jeżu też :D
Grzebanie w kupie klocków i konstruowanie latadła z Lego z Wielkim Bratem ma właściwości terapeutyczne, w związku z czym dziecię zawiesiło się na klockach przez resztę wieczoru budując copopadnie, słuchając trójkowego koncertu piosenek Jerzego Wasowskiego. Matka, jako kompletnie nieprzydatna bo nierozróżniająca klocków absolutnie, została odesłana do kuchni.
Swoją drogą, nie mogliby na przykład szyć fartuszków?!?!
Jeśli chodzi o Piaska - warto było pocierpieć:) Na żywo poradził sobie znakomicie, miał fajny kontakt z publicznością, wiedział, gdzie był i nawiązał nawet do miejscowego święta, co było miłe. A jak sobie tak tańczył na tej scenie, to ... uch.
Jak to ujęły pewne niewyżyte czarodziejki, dałabym mu na kamieniu. I na jeżu też :D
piątek, 14 czerwca 2013
Jadowita zaPiaszczona
No, kto wczoraj wisiał na barierkach w pierwszym rzędzie na koncercie Piaska??!!!
Tak, to byłam ja osobiście.
Niestety - godzina stania i pilnowania miejsca, potem dwie godziny darcia ryja, pisków, klaskania, skakania i tym podobnych sztuczek zaowocowały bólem biodra, kolan, pleców....
Żuję tabletkę na gardło.
PESEL rządzi.
Tak, to byłam ja osobiście.
Niestety - godzina stania i pilnowania miejsca, potem dwie godziny darcia ryja, pisków, klaskania, skakania i tym podobnych sztuczek zaowocowały bólem biodra, kolan, pleców....
Żuję tabletkę na gardło.
PESEL rządzi.
uwaga, będzie krwawo!!
Dostałam sms :) Z okazji Światowego Dnia Krwiodawcy podziękowano mi za ofiarność :)
To ja dziękuję - do dziś pamiętam wzruszenie, gdy oddawałam krew dla Taty przed operacją i dowiedziałam się, że musiał ją dostać, że była mu potrzebna, czyż może być piękniejszy dar?
Więc, kto może, niech oddaje. Prawie nie boli :)
Szczegółów można dowiedzieć się tu i tu
A dyskusja na temat "przywilejów" krwiodawców rozwinęła się tu
czwartek, 13 czerwca 2013
szable?
Proszę, proszę - potrafię nie zamordować kwiata i nawet skłonić go do kwitnięcia. Przy okazji polecam - to gatunek wszystkoznoszący, niegroźne mu susze ani powodzie, słońce ani cienie i łatwo się rozmnaża :) Nie mam pojęcia, jak się zwie.U mnie funkcjonuje jako szable :D
Zrobiłam sałatkę Aniki.
Tym razem obyło się bez zamienników, kombinacji i modyfikacji, podeszłam do zadania odpowiedzialnie, zrobiwszy listę potrzebnych składników i zakupy odpowiednio wcześniej (ha!). Ponadto upiekłam naprawdę niezłe ciasto z mrożonymi borówkami, albowiem truskawki zostały pożarte. Zadziwiłam samą siebie, bo do moich wczorajszych kulinarnych osiągnięć dopisać należy gar fasolki po bretońsku, z lekko tylko przypalonym boczkiem, co dodało całości oryginalnego posmaku. Dzieci były w szoku (żeby mi wyszły trzy dania w jednego dnia, no...), a szybka i pyszna sałatka zniknęła w godzinę jak sen złoty. Lubię to!
środa, 12 czerwca 2013
nie pytajcie mnie o drogę, albowiem wiodę na manowce...
przyłapał mnie zagubiony osobnik pod mą własną bramą, w deszczu ulewnym. Podał, dokąd dąży, i spytał, czy aby na pewno jest na właściwej drodze. Bardzo starannie mu wytłumaczyłam, aby nie skręcał tam, gdzie miał zamiar, bo droga jest zalana i zamknięta. Ma skręcić wcześniej, to dojedzie też. Poczem okazało się, iż w międzyczasie uczynni strażacy odpompowawszy wodę odblokowali drogę jedną a zamknęli drugą i w ten oto sposób wywiodłam człowieka w pole. Zalane, zresztą. Smaczku sprawie dodaje fakt, iż był to znajomy mi lekarz neurolog, który kiedyś postawił trafną diagnozę, ledwo spojrzawszy na moją mamę, która śmiertelnie się wówczas na niego obraziła (bo, przecież wszyscy piją). Ponadto, nie wiem u jakiego neurologa ma dziś wizytę mój tata, mam nadzieję że nie u niego, bo mam iść z nim razem :D
Przedstawiam przedmiot sporu z Fochmanem, moje cudo ukochane, mój krzyk "jestem odważna", moja flaga "patrzcie i podziwiajcie" - tak niewiele potrzeba w mieście powiatowym aby błysnąć :)
a tu, skoro ze mnie taka faszonistka, mój ostatnio ulubiony zestaw buty + torebka, w radosnych kolorach fuksji
apdejt:)
patrzę na to zdjęcie kapelusza i wiecie, on tak nie błyszczy:) jest taki szaro-beżowy, nie wiem skąd ten połysk :D
Przedstawiam przedmiot sporu z Fochmanem, moje cudo ukochane, mój krzyk "jestem odważna", moja flaga "patrzcie i podziwiajcie" - tak niewiele potrzeba w mieście powiatowym aby błysnąć :)
a tu, skoro ze mnie taka faszonistka, mój ostatnio ulubiony zestaw buty + torebka, w radosnych kolorach fuksji
apdejt:)
patrzę na to zdjęcie kapelusza i wiecie, on tak nie błyszczy:) jest taki szaro-beżowy, nie wiem skąd ten połysk :D
wtorek, 11 czerwca 2013
ech, młodość :)
Ledwo wróciła, okazało się, iż w tajemniczy sposób stała się przedmiotem sercowych zawirowań.
Bo w międzyczasie, ktoś komuś na fejsbuku, że ktoś inny mówił, że słyszał, że kumpel dziecięcia wcale nie chce być jej kumplem, tylko kimś więcej. A ktoś inny mu powiedział, że słyszał, jak ktoś inny widział, że na lekcjach patrzy się na nią inny kumpel, który być może też nie chce być kumplem. Biedne moje dziecię ma dylemat, bo dobry kumpel to dobra rzecz, a ten, który się podobno patrzy, też w sumie nic nie deklarował, a ktoś tam coś mówił, że on wcale nie na nią patrzy tylko na kogoś obok.
I w sumie nie wiadomo, czy ważniejszy ten rejs po Tamizie (jak pięknie było, mamo! - no, ale czemu z rejsu nie masz ani jednego zdjęcia? - bo ciastka jadłam:), czy pies, który nie chce spać bez bajki (?!), czy czwórka z chemii którą można podciągnąć na piątkę albo i nie, czy te rozterki uczuciowe, bo najlepiej, żeby zostało, jak jest.
Uff.
*obrazek pobrany stąd
Bo w międzyczasie, ktoś komuś na fejsbuku, że ktoś inny mówił, że słyszał, że kumpel dziecięcia wcale nie chce być jej kumplem, tylko kimś więcej. A ktoś inny mu powiedział, że słyszał, jak ktoś inny widział, że na lekcjach patrzy się na nią inny kumpel, który być może też nie chce być kumplem. Biedne moje dziecię ma dylemat, bo dobry kumpel to dobra rzecz, a ten, który się podobno patrzy, też w sumie nic nie deklarował, a ktoś tam coś mówił, że on wcale nie na nią patrzy tylko na kogoś obok.
I w sumie nie wiadomo, czy ważniejszy ten rejs po Tamizie (jak pięknie było, mamo! - no, ale czemu z rejsu nie masz ani jednego zdjęcia? - bo ciastka jadłam:), czy pies, który nie chce spać bez bajki (?!), czy czwórka z chemii którą można podciągnąć na piątkę albo i nie, czy te rozterki uczuciowe, bo najlepiej, żeby zostało, jak jest.
Uff.
*obrazek pobrany stąd
poniedziałek, 10 czerwca 2013
pędzikiem 2
W niedzielę rano, cała nerwowa z oczekiwania, wzięłam się (niechaj mi wybaczą świętujący ortodoksyjnie) za sprzątanie domu. Przynajmniej mogłam zrobić coś pożytecznego, zamiast co godzinę odbierać telefony z pytaniem, czy NA PEWNO CZEKAMY, bo oni minęli granicę/wrocław/coś tam/sośnicę itd.
Wreszcie, przez szybę autokaru zobaczyłam wieeeeelki uśmiech na buzi i napis na bluzie
I ♥ LONDON
i już wiem, że muszę zbierać na następną wycieczkę :)
Po powrocie moja wyściskana „angielska różyczka” chwilę skakała po domu jak kozica, rozdawała upominki, pokazywała zdjęcia, po czym zapadła nagła cisza. Dziecię, owinięte ciasno w kąpielowe ręczniki, spało na podwórku na trampolinie do skakania, a pies z upodobaniem oblizywał jej zwisającą stopę :) Obudził ją dopiero deszcz :)
odnośnie Starego Bielska – znalazłam kilka fotoblogów ze Starym Bielskiem właśnie, warto zajrzeć
http://www.strykowski.net/bielsko_fotografia_zdjecia/Stare_miasto_-_Bielsko_-_zdjecia_4193.php
as-ponura.blogspot.com
www.fotokozia.pl
http://lubiebywac.pl/wroce-tam/browar-miejski-w-bielsku-bialej/
a następne zdjęcia zrobię sama.
pędzikiem przez weekend odc. 1
W sobotę rano kątem ucha usłyszałam, jadąc autem na turniej, wiadomość o wypadku autokaru z dziećmi. Zanim spiker uściślił informację, minęła chyba minuta - i, przysięgam, była to najdłuższa minuta mojego życia. Przerażona, oszołomiona i osłabiona, na dodatek już płacząca, zjechałam do zatoczki, żeby dowiedzieć się, że to nie TEN autokar. Bardzo, bardzo współczuję rodzinom uczestników wycieczki z Lwówka Śląskiego - mam niejakie pojęcie, jak mogli się poczuć, bo ja przez moment czułam się STRASZNIE.
Dojechałam jako tako do mojej deblowej partnerki, która jest lekarzem, więc zapodała mi stosowną pigułkę, ale długo nie mogłam się uspokoić. Pomogła mi, jak zwykle, gra w tenisa (a grałyśmy prawie cały dzień) i fajna atmosfera turnieju. Choć zajęłyśmy 5 miejsce, to z honorem :) Było jadło i pidło, a nawet szampan z truskawką. Czeszki nas rozbiły - zajęły trzy pierwsze miejsca, grają dużo odważniej i ofensywniej.
zmęczone nogi
strudzone torby :)
Wieczorem wybraliśmy się uczcić w końcu "nowe" Fochmanowe cztery kółka. Stare Bielsko, tajemnicze zakamarki i zaułki naprawdę robią wrażenie, a Browar Miejski - bardzo smaczne żarełko i przesympatyczna obsługa (choć nie miała oczu Jude Law, jak w Krakowie :).
Niestety, atmosfera, jak zwykle skisła, bo się pokłóciliśmy. Do kitu z takim Fochmanem, zawsze jakiegoś focha strzeli. Tym razem poszło o to, że się niestosownie - wg Fochmana - ubrałam. A konkretniej, włożyłam, uwaga, kapelusz. Fakt, niewiele osób w kapeluszach widać obecnie. A ja po prostu zakochałam się w swoim i guzik mnie obchodzi, że się wyróżniam. Bo niby dlaczego nie? Uznałam zatem, że nie będzie mi taki Fochman skrzydeł przycinał i się słusznie obraziłam, zapytując w odwecie, dlaczego kupił sportowe auto skoro nie uprawia sportu :) Bardzo konstruktywna kłótnia. Przy okazji zamieszczę zdjęcie kapelusza, a dziś, ponieważ zemsta jest rozkoszą bogów, kupię sobie następny, słowo daję.
piątek, 7 czerwca 2013
sposób na stresssa
Jadowita czasem wstaje rano i generalnie jest wkurwiona. Bez powodu. Dziś też tak było. Mój dzień sponsorowały literki k, f (z angielskiego:D), j, h. Każda komórka mojego ciała była po prostu gotowa rzucić się komuś do gardła, gryźć i kopać. Jeśli to był PSM, to podniesiony do nieskończoności.
Po południu wyszło słońce. Zadzwoniła koleżanka, czy nie zagram. No, proszę, czy ptaki mają skrzydła?
Zahaczyłam jeszcze o ciucholand, co okazało się fatalną pomyłką, gdyż wyszukane spodnie na mnie nie wlazły. Co bynajmniej nie poprawiło mi nastroju.
Ale, po dwugodzinnym solidnym wygranym meczu poczułam się jak nowo narodzona :)
polecam solidne pocenie z całego serca.
Powrót do domu z muzą podgłośnioną do oporu był tylko formalnością. A śpiewanie na cały głos tej piosenki
wisienką na odstresowującym torcie :D
Jakaż ja jestem nieskomplikowana... :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















