środa, 21 listopada 2012

Wybacz, Leopoldzie...:)



Przebudzenie.
 
Jest świt 
(czy aby na pewno? wschód słońca o 6:57, a nie ma jeszcze szóstej)
Ale nie jest jasno.
(jest, prawdę mówiąc, kompletnie ciemno. Jak nie chcę się wyrażać gdzie. Na dodatek jest mgła. Znów będę jechać do pracy 30/godz)
Jestem na pół zbudzony,
(no, tak na ćwierć)
A dookoła nieład.
(Nieład. Nieład?! to delikatne określenie, w tle słychać szyderczy rechot Perfekcyjnej Pani Domu)
Coś trzeba związać,
(najlepiej psa i koty razem, żeby po mnie nie skakały i nie lizały mnie po twarzy. Związać, pyski pozaklejać, dupki zakorkować)
Coś trzeba złączyć,
(jakby tak różne melodyjki budzików rozlegających się ze wszystkich stron połączyć w jeden konkretny dzwon?)
Rozstrzygnąć coś.
(taa, czy najpierw posprzątać kocie kupki czy napełnić kocie mordy? Pies poczeka, jest lepiej wychowany :))
Nic nie wiem.
(czy ktokolwiek coś wie o tej porze?)
Nie mogę znaleźć butów,
(pies je wywlókł i rozszarpał, jednak nie jest tak dobrze wychowany jak myślałam)
Nie mogę znaleźć siebie.
(Za to bez trudu znajdę koty. Najpierw pojedyncze nieśmiałe miauknięcia z różnych kątów i spod różnych kołder, potem zgodny chórek w okolicach kostek. Do łazienki się nie idzie, tylko posuwa, żeby na któregoś nie nadepnąć)
Boli mnie głowa.
(nie tylko. Miłej środy)

Naprawdę, bardzo lubię ten wiersz, ale nie mogłam się powstrzymać :)

1 komentarz:

  1. bez tego w nawiasie wiersz by mi sie nie podobal:)))

    OdpowiedzUsuń