środa, 19 sierpnia 2015

biegam

(bo samochód wreszcie na wymianie tłumika)
tu i tam
na zabiegi uleczające skrzypiącą szyję
po szpitalach gdzie leży rodzina byłego męża (której on jakoś nie odwiedza, ciekawe)
po sklepach z Podlotką
w przerwach relaksujemy się wypróbowując szlifierki i wkrętarki,
odnawiamy teraz huśtawkę na tarasie
uznałam, że przez wymianą okien nie opłaca się zbyt dokładnie sprzątać, więc o tyle mam łatwiej
praniem zajęła się Podlotka
z domowych obowiązków jeszcze gotowanie wisi nade mną jak miecz damoklesa
nie przepadam za tą czynnością i szczerze podziwiam osoby które szybko potrafią wyczarować pełnowartościowy posiłek
i to każdego dnia!
kiepska ze mnie bogini domowego ogniska
chyba ugotuję dziś jakąś pomidorową, żeby nie było...


niedziela, 16 sierpnia 2015

burzowo

ale przynajmniej chłodniej...
wymęczona byłam upałem (jak wszyscy zresztą)
w dodatku impreza mi nie wyszła
zaplanowałam na gorący wieczór lekkie jedzonko i wino
a zaproszone dziewczyny przyniosły karkówkę na grilla, wódkę, chipsy i colę :(
zwarzyło mnie to, w ogóle nie przepadam za grillowaniem
zabolało, że prawie nikt nie chciał spróbować domowego rafaello z jaglanej kaszy
ale potem sobie pomyślałam, że w sumie powinnam chyba bardziej dostosować się do oczekiwań gości?
w ogóle ostatnio jakieś drobne życiowe drzazgi nakładają się na siebie

może po burzach się odmieni :)

Podlotka wróciła pełna wrażeń, niestety również niezbyt dobrych
w ośrodku było brudno, dzieci się skarżyły, a jedzenie podobno fatalne
na szczęście chwaliła konie, instruktorów i koleżanki :)

zobaczymy, co przyniesie nowy tydzień



piątek, 7 sierpnia 2015

naczynia

zaglądam ostatnio na graciarnię w naszym mieście
nabrałam upodobania do przedmiotów niekoniecznie kompletnych
ale za to w jakiś sposób wyjątkowych


na przykład talerzyk w zające, na widok którego Podlotka roześmiała się radośnie

szklany klosz bez podstawy, w którym pięknie odwraca się świat

albo dwa solidne kieliszki, z których można napić się nalewki z przyjaciółką :)


wolna chata :)

rozpierzchła mi się rodzina po kraju
Podlotka na obozie męczy konie (bardzo jej się podobała podróż pociągiem)
Fochman na rajdzie warczy na samochody
zostałam sama w wielkim domu
(pierwszy raz)
robię wszystko, czego wstydzę się przy rodzinie :)
wycinam włosy z nosa
oglądam obciachowe programy w tv (np o sukniach panien młodych xxl)
czytam plotki na necie
bawię się aparatem fotograficznym robiąc głupie zdjęcia
oraz niszczę sobie dłonie, odnawiając stare krzesło
(biedne, jest moim królikiem doświadczalnym)
nawet zagrałam dziś, a plecy nie zaprotestowały
jutro idę na basen i do graciarni obejrzeć stare meble
więc, miłego weekendu!
a to krzesło przed metamorfozą:


piątek, 31 lipca 2015

chwile grozy

Podlotce przez nieuwagę wymknął się Bigdog
na codzień nieruchawy jak zmurszały głaz z paleolitu (i równie głuchy)
zauważył niedomkniętą furtkę i czmychnął
Podlotka, zanim wpadła w panikę, zaczepiła przejeżdżającego taksówkarza i poprosiła o pomoc
słusznie mniemałam, że zamieszkaliśmy w sympatycznej okolicy - Pan Taksówkarz Bigdoga zlokalizował (jakieś pół kilometra od domu, zadziwiająca żwawość), zadzwonił, pomógł, dziecko mogło spokojnie się rozszlochać z radości
ja nie umarłam na serce
które i tak zachowuje się dziwnie
bo oswojony ortopeda przywiózł mi wór lekarstw na mój obolały nadwyrężony odcinek lędźwiowy
(a trzeba Wam wiedzieć, że uśmierzanie bólu ma opanowane do perfekcji. Twierdzi, że lekarz na kontrakcie nie ma prawa do chorobowego, więc nie leczy kontuzji, jest tak poowijany bandażami, że na korcie wygląda jak dobrze odżywiona mumia)
więc te specyfiki - a może bardziej ich uboczne skutki - bardzo mnie niepokoją
ale mam brać tylko przez tydzień
potem będę skakać jak nowo narodzona, mam nadzieję


środa, 29 lipca 2015

godność wymuszona

poruszam się ostatnio powoli i z godnością
a nawet - majestatycznie
kręgosłup mi nawala
oklejona kapsiplastrem (przeraża mnie wizja odklejania tego draństwa) zastanawiam się, czy iść na chorobowe, czy nie iść
i parapetówkę muszę zrobić roboczą
uff

dobrze, że jeszcze tak pięknie grają, na pocieszenie :)



środa, 22 lipca 2015

na urlopie

króciutkim
byłyśmy u Cioci i Wujka
mnóstwo rzeczy można robić na wsi:)
na przykład nielegalnie jeździć traktorem albo motorowerkiem (uśmiech Podlotki w czasie tych przestępczych wypadów okręcał się dookoła głowy), zbierać pomidory w szklarniach albo je sprzedawać wczesnym rankiem na targu (to też Podlotka), można także malować traktor (to znowu ona), albo obgadywać z Ciociami i kuzynkami inne Ciocie i kuzynki (to ja). Przywiozłam też przepis na ciekawe ciasto, ale nie zdążyłam go jeszcze zrobić :)

Poza tym okropnie ciepło jest. Świat się rozpuszcza. Starzeję się - upał mnie męczy.


wtorek, 21 lipca 2015

nie będę pisać o moim nowym domu :)

na razie...
bo popadam z radości w jakieś tony patetyczne
i boję się okropnie, że Ktoś tam z góry popatrzy i zauważy, że za dużo dał grzesznej jadowitej
że nie zasłużyła
i zaraz mnie zje szarańcza albo coś w tym stylu
(szarańcza, w moim domu na przedmieściach, do którego co wieczór na taras przychodzi jeż i wyjada psie chrupki, to niemożliwe chyba, więc zapewne rozdziobią mnie gołębie z gołębnika sąsiada)

czekamy na rzekę pieniędzy, która powinna spłynąć na nas z banku (remont, remont czeka!) analizując w międzyczasie zwyczaje żywieniowe jeży


czwartek, 9 lipca 2015

jak naprawić nokię?

od jakiegoś czasu nawalał mi telefon
dość stary, bo wyznaję zasadę, że to urządzenie służy do rozmów telefonicznych
i gustuję w modelach dość siermiężnych
w przeciwieństwie do Fochmana, który kupuje wypasione, łatwopsujące (a potem narzeka)
w moim nawalił głos - bezdźwięczne dzwonki doprowadzały mnie na skraj nerwicy, bo z racji kredytów i wyboru wykonawców rozlicznych remontów muszę być dostępna
nabrałam nawyku noszenia go przy sobie i sprawdzania co parę sekund, czy ktoś nie dzwonił
robiłam coś na górze, gdy Podlotka wielkim głosem zawołała nas na oglądanie wyjątkowo pięknej tęczy
rzuciłam się do okna - telefon poleciał tęczowym łukiem prosto na mokry betonowy taras piętro niżej
Fochman pozbierał części, pomamrotał, że chyba jednak będę musiała kupić w końcu nowy (jakbym miała mało wydatków!!)
obtarłam biedaczka z wody, poskładałam -
nie dość, że działa, to głos się naprawił :D
a tęcza była naprawdę przepiękna...


czwartek, 2 lipca 2015

przeprowadzona :)

nadal kurz, kartony, pajęczyny
i odkrywanie zakamarków
i zdjęć rentgenowskich byłej właścicielki :D

wieczorem w towarzystwie potężnego księżyca świecącego przez jeszcze potężniejsze okna prosto w twarze, opici cydrem dyskutujemy o remontach
ja, potencjalny końserwator i odnowiciel kilku mebli :
- jak się nazywa taka piła co nie trzeba nią robić tak iioo, iioo, iioo (tu gesty obrazujące trud ręcznego piłowania) tylko się jedzie tak bziuuuut... (tutaj gest opadających na boki łatwo przeciętych części czegokolwiek) ?
Fochman, po zastanowieniu, lekko zgłuszony głębią pytania
- no, chyba piła?


niedziela, 28 czerwca 2015

kurz, pajęczyny i kartony

tak to mniej więcej wygląda w domu
są jeszcze tony śmieci, z którymi nie wiadomo co zrobić
ubrania w workach
i zablokowane wskutek pomylenia hasła konto z pieniędzmi
i brakujące gdzieś 10 tysięcy złotych (czy ktoś widział albo ma zbędne?)
więc z przyjemnością siedzę dziś jeszcze w pracy ;P
jutro wielki dzień
czyli dziś zielona noc?
stres źle odbija się moim żywieniu
kolokwialnie mówiąc - obżeram się
nic to. Pojutrze wypiję poranną kawę na tarasie. Oby.


środa, 24 czerwca 2015

przyśpieszenie

sprawy nabierają tempa
terminy robią się napięte
teczki z dokumentami puchną
oczywiście dziś, gdy jechałam załatwić BARDZO WAŻNE SPRAWY w urzędzie, to zapomniałam BARDZO WAŻNEJ TECZKI
więc musiałam wykorzystać swoje własne urzędnicze stanowisko (no bo przecież nie piękne oczy ;P) obiecując dosłać papierki

w dodatku im bliżej w godziny 0 - tym bardziej szaleje moja matka - jakby nie mogła przeżyć, że coś się dzieje niekoniecznie wokół niej; tym razem zaserwowała nam guza narządów kobiecych. Jest tak olbrzymi, że uciska jej na kręgosłup, jest oczywiście nieuleczalny i będzie nam przykro, gdy ona sobie umrze. Gdy powiedziałam, że oczywiście - po jej śmierci ją opłaczemy, pochowamy i zafundujemy nagrobek z różowego marmuru, obraziła się i momentalnie usiadła - bóle minęły jak ręką odjął. Nie wiem, czy nie lepsze wrażenie zrobiłabym mówiąc, że zostawimy ją sępom na pożarcie. Potem jednak zainteresował ją temat różowego nagrobka (jak pamiętacie, różowy odmładza) oraz kremacji - przy czym nawet Podlotka wyraziła chęć skremowania się pośmiertnie. Atmosfera się zrobiła wprawdzie lekko grobowa, lecz zamiast leżeć i cierpieć, mama zgodziła się łaskawie wybrać się do lekarza. Mam nadzieję, że nic jej nie jest, oraz że jednak się do tego lekarza wybierze, bo gotowa się wyprzeć. Po cichu jednak podejrzewam, że jest tak solidnie zakonserwowana w środku, że przeżyje nas wszystkich.

sobota, 20 czerwca 2015

zmagania

zmagam się z pudłami i nieklejącą taśmą klejącą
ze strachem o przyszłość Podlotki
z atakami paniki przeprowadzkowej
z infekcją dróg moczowych
z terminami
uff
dla wszystkich czarownic dokonujących czynów nadludzkich piosenka
potrzebne mi będzie sporo sił w najbliższym czasie
prześlijcie trochę, proszę :)


piątek, 19 czerwca 2015

poszukiwanie

wkraczamy w trudny czas
Podlotkowy...
w ostatniej chwili zmieniła zdanie co do szkoły
a na dyżurze rodzicielskim na imprezie zwanej "gimnazjówką"
zauważyłam (dyskretnie), że nie bawiła się najlepiej
opowiadała mi conieco
wygląda to tak, jakby koniecznie chciała być inna niż reszta
ale nie wie, jaka właściwie
i ogólnie jest trochę jakby wycofana
oczywiście, martwię się
uważam (jak każda matka), że jest śliczna i powinna być powszechnie lubiana :D

mam jednak wrażenie, że brakuje jej pewności siebie
gdy emanują ją nawet niezbyt ładnie - obiektywnie - dziewczęta
są popularne i mają powodzenie, a o to chyba chodzi
a może o coś całkiem innego?
sama nie wiem :(

wtorek, 16 czerwca 2015

niezwykła względność wagi

mam dziwny organizm
czułam się ostatnio ciężka i wielka
znowu pojawił się mr.bebech
(no dobra, niekoniecznie powinnam pić 4 kubki koktajlu truskawkowego na maślance ;))
wchodzę na wagę....
2 kilo mniej
hmm.
chyba atmosfera robi się po prostu coraz cięższa
wracam do domu, gapię się na pudła i rozważam,
czy cała ta przeprowadzka nie mogłaby odbyć się beze mnie?

niedziela, 14 czerwca 2015

niezwykła względność czasu

nie wiem, czy to możliwe jest w ogóle
żeby czas jednocześnie się wlókł i pędził?
bo jeśli chodzi o sprawy sprzedażowo/kupno/przeprowadzkowe
to stoi w miejscu
a w innych tematach przemyka błyskawicznie
objawił się Wielki nieobecny tatuś podlotki, znienacka wyraził chęć kontaktów i chyba go zastrzelę jeśli narobi zamieszania i zniknie na kilka lat, jak to ma w zwyczaju - na szczęście podlotka podchodzi do tego (przynajmniej na zewnątrz) z należytym dystansem
trwa truskofaza i truskoszaleństwo
a ja z Podlotką zadebiutowałyśmy w roli sędziów... pływackich
wzięłyśmy też udział w zumba-party, które zakończyło się interwencją policji ;P
Bigdog został wykąpany i wyczesany, więc leżał i błyszczał

a komin na garażu był jakiś taki... pusty, odkąd w słoneczne dni nikt się na nim nie przeciąga i nie obserwuje ptaków


do powrotu kupujących zostało 9 dni. Kredyt podobno przyznany. Końcem czerwca, mam nadzieję, uda się dopiąć sprawy i przeprowadzić. I oby to nie był początek masakry :)



piątek, 12 czerwca 2015

pusto

podobno tego nie robi się kotu
a kot to może zrobić to nam?
urządzać sobie szalone wypady, chociaż w domu niczego nie brakuje
nie przychodzić, jak wołamy
lekceważyć, jak się martwimy i szukamy

i zostawić nas
z truchełkiem do niczego niepodobnym
ani mruczącym, ani ciepłym, ani wpychającym wąsy w nos o poranku
rozjechanym przez samochody?żal i pusto w domu
nie chcę więcej żadnych kotów...

wtorek, 9 czerwca 2015

gdyby nie słupek, gdyby nie...

bywa ktoś tak całkiem zadowolony ze swojego wyglądu?
czasem mam wrażenie, że zawsze muszę mieć coś, co psuje całą, generalnie całkiem strawną resztę
lata walczyłam z brzydkimi zębami - doczekałam się ładnego uśmiechu, oraz niestety szpecącego brzucha, który urósł nie wiadomo kiedy; z brzuchem do pary szpeciły mnie byle jakie włosy, teraz, kiedy w końcu mam w sumie niezłą figurę, i fryzurę, która mi się podoba, powinnam chyba siadać na twarzy :(
maść przepisana przez rodzinnego nie pomogła - choć stosowałam ją bardzo sumiennie
zobaczymy, co wymyśli pani dermatolog
na moje szpecące pryszcze i swędzącą wysypkę:)


piątek, 5 czerwca 2015

przyszłość nie całkiem określona

stanęła mi Podlotka przed wyborem szkoły
nie wiem jak to możliwe, żeby w tym wieku określić cały swój przyszły świat
lubi chemię i plastykę, po wizytach w poradni zawodowej wybrała wstępnie kierunek konserwatora zabytków (idzie do technikum)
ma jeszcze chętkę na analitykę, naprawdę nie wiem, co z tego wyjdzie

znajoma mi opowiedziała anegdotkę
jej córka uparła się zostać aktorką
koleżanka wyraziła swoje niezadowolenie, co wyszło w rozmowie z nauczycielką
-No tak, mama pewnie wolałaby, żebyś poszła na medycynę albo prawo?
- Nie, mam iść na budownictwo - odrzekło dziewczę :)


poniedziałek, 1 czerwca 2015

rabarbarowa katastrofa

odzyskałam Podlotkę całą i zdrową sobotnim świtem
przez weekend nie chciało nam się wytykać nosa z domu i zagrody
ale od Wielkiego Brata i Gościnnej dostałyśmy pęk rabarbaru
i piekłyśmy ciasto, które od początku było porażką
konstrukcja, będąca wynikiem kompromisu, składała się z trzech warstw, każdej z innego przepisu
spód najpierw był za płaski, potem okazał się nadmiernie wyrośnięty
część środkowa wyszła pływająca, w związku z czym ciasto zostało ochrzczone ciastem lanym
i spłynęło, ku uciesze Podlotki, która wcięła prawie całą rabarbarową bryję
później się okazało, że wystarczyło poczekać aż ostygnie, a nie rzucać się na gorące :)
przebąblowałyśmy 2 dni, pijąc drinki i tarmosząc zwierzęta
i dobrze nam było :)