czwartek, 7 kwietnia 2016

urlopowo zabiegana

wzięłam kilka dni urlopu
wczoraj, oprócz mycia okien, pomagałam Ojcu swemu kilka godzin na kortach
(łopata została mi w lędźwiowym, wstawałam dziś na czworakach)
oddałam w końcu do sklepu rolety
(które, kupione jako identyczne, miały różnorakie mocowania, z którymi usiłowałam,
bez powodzenia, się mocować)
odwiozłam stare ciuchy podlotki do ośrodka pomocy w razie przemocy
nawiedziłam sklep ogrodniczy i wyszłam lżejsza o pół wypłaty
zaliczyłam zumbę na ostatnich nogach
oraz pożarłam pół opakowania lodów i ciasto

o drobiazgach typu sprzątanie, gotowanie, nie warto wspominać
zawsze w takich okolicznościach zastanawiam się
jakim cudem wyrabiam się na codzień
skoro mając dzień wolny nie nadążam :)

ciekawe, co przyniesie dziś
oprócz oczywiście kolejnych odcinków nieustającej sagi pt "wielkie błyszczące okna"?

wtorek, 5 kwietnia 2016

ogarniam się

trochę mi w tym przeszkadza wiosna
bo jak tu nie posiedzieć godzinę na huśtawce gapiąc się na drzewa i wiewiórki
oraz zestresowane wiewiórczą przebiegłością koty :)

wizyty lekarskie odwalam
naprawę auta załatwiam
kwiatki przesadzam
magnolię usiłuję zachęcić dobrym słowem do kwitnięcia,
bo u sąsiada już zakwitła dwa dni temu
okna myję
(np dziś rano rozczochrana i zaspana Podlotka:
- mamo, jest wpół do siódmej, dlaczego ty MYJESZ OKNA??
- eee... bo urlop mam ;))
porządkuję ogród, znajdując różne niespodzianki, przeważnie kwitnące i pachnące
(to nasza pierwsza wiosna w nowym ogrodzie :))
irytuję się na koty, które ciepłe noce życzą sobie spędzać poza domem, zamiast mruczeć na mojej kołdrze
w dodatku dostałam się na darmowe (dziękuję ci, unio) zajęcia fitness 3 razy w tygodniu
więc  - nie narzekam
ale pisać też za bardzo nie mam o czym
ostatnio ułożyłam niechcący wierszyk satyryczny lekko polityczny
i przeraził mnie ogrom złości, którą czuję, patrząc na to, co się dzieje
więc o polityce - sza
bo po co się denerwować
oddajmy głos ptakom
a macice kobietom :)




środa, 23 marca 2016

jak skutecznie zepsuć sobie tydzień albo i więcej

czyli - o tym, jak mi się wszystko zbiegło
zabieg na niepodobającym się ginowi wnętrzu i parszywa reakcja na tzw "głupiego jasia" - dwa dni w plecy
kanałowe leczenie i bolenie zęba
rehabilitacja na zwyrodniały szyjny
no i te Święta, których nie lubię
przynajmniej tyle, że rehabilitant powiedział stanowczo - żadnego sprzątania i mycia okien!
(na czas rehabilitacji)
więc awansował na ulubionego rehabilitanta natychmiast:)
poza tym, znowu padł mi akumulator, lekceważony od roku
a przegląd korolci nie wypadł najlepiej (szkoda, że ona nie ma napraw na nfz)
no i jeszcze - Podlotka ma chłopaka, co mnie przeraża
choć pewnie nie powinno.

Jednak, czy macie mało, czy więcej kłopotów
poważniejszych, czy nie -
życzę wszystkim Wszystkiego Świątecznego
odpoczynku i spokoju
i zdrówka :)




poniedziałek, 14 marca 2016

możliwości

co można zrobić przez dwa tygodnie, kompletnie się zaniedbawszy blogowo?
a można, na przykład, zaliczyć dwie dostawy ciucholandowe i obkupić siebie i rodzinę też
można uszyć komplet trzech rolet rzymskich, zupełnie samodzielnie, bez żadnych gotowych mechanizmów, wyszukawszy uprzednio w marketach budowlanych niezbędne składniki, i stać się postrachem pracowników tychże marketów, zamęczając ich o kółeczka, patyczki i sznureczki
aaa, i zaoszczędzić w ten sposób kupę kasy :)
można popaść w związku z powyższym w samozachwyt i dumę
(załapałam się na haczyk jednego bloga, gdzie Pani napisała, że szycie rolet jest proste. Owszem, SZYCIE, tak. Cała reszta była dla mnie koszmarem, zanim wszystko złożyłam do kupy :))
można zrobić życiowy rekord na 5 km biegiem (no, prawie), zatrzymawszy się jedynie dwa razy i to pod ostrą górkę, więc właściwie się nie liczy (czas mam żenujący, tak nawiasem :D)
można przeczytać kilka książek, a nad jedną, bardzo mądrą, zasnąć trzy razy i oddać do biblioteki nie przeczytawszy, z poczuciem lekkiej porażki (Zygmunt Bauman, poległam)
oraz upiec kilkadziesiąt superprostych i superszybkich babeczek, przy których wszystkie dietetyczne postanowienia biorą w łeb
i wziąć się w końcu za kufer, który ma być ozdobą salonu, a na razie jest kupą brzydkich zbitych płyt wiórowych w kolorze czarnym (pamiętacie krótką modę na czarne meble? został mi po poprzednich właścicielach kawałek takiej meblościanki)
i sama nie wiem, co jeszcze
w natłoku zdarzeń kompletnie zapomniałam, że mam się martwić moim wnętrzem, które nie podoba się ginowi, ale ponieważ zbliża się termin odebrania wyników badań i wizyty, więc znowu zaczynam.

wszystkich tęskniących za słońcem ciepło pozdrawiam :)






wtorek, 23 lutego 2016

skóra

całe swoje dorosłe życie pozostawałam w błędnym przekonaniu
że mam skórę tłustą
"pielęgnowałam" ją ostrymi peelingami, wysuszającymi maseczkami
toną korektorów i fluidów
odwdzięczała mi się ostrym zaczerwienieniem, głębokimi bolesnymi ropnymi pryszczami
kiedy znajomi zaczęli pytać, czy nie choruję przypadkiem na trąd, i czy mój nos już odpadł,
(a skóra na nim i w wokoło ust przypominała skórę krokodyla)
udałam się do Pani Dermatolog
skóra okazała się wrażliwa, z trądzikiem różowatym
kilka tygodni radykalnej zmiany sposobu traktowania

i cuda, cuda :)
nie powiem, żem gładka i piękna - ale różnica jest olbrzymia
pryszcz jakiś wyskoczy raz na 2-3 miesiące
zniknęły nie gojące się strupy, nos tylko czasem się zarumieni
zaprzyjaźniłam się z oliwką bio-oil i bardzo sobie tę przyjaźń chwalę
żałuję, że brakuje mi samozaparcia, żeby stosować ją na inne części ciała,
podobno znakomicie działa na rany (a moja na brzuchu jest całkiem spora)

nie były to tanie wizyty, ale okazały się zbawienne
jestem żywym przykładem na to, że nieumiejętna pielęgnacja może bardzo szkodzić :)







czwartek, 18 lutego 2016

wnętrze

Panu ginowi nie podoba się moje wnętrze
z uśmiechem powiedział, że to jeszcze nie pora, by się martwić
(cóż, mam nadzieję, że mi powie, jak ta pora nadejdzie)
zlecił badania, uprzedził, że konieczny będzie prawdopodobnie pobyt w szpitalu
moja wyobraźnia się rozszalała
chyba się umówię do rodzinnego, trochę go pomęczę
może dostanę coś na poskromienie głupich myśli
zasilanych ciężkimi przypadkami niewykrytych w porę chorób dookoła

za to kociszcza po zabiegach mają się doskonale :)


poniedziałek, 15 lutego 2016

nieogarnięta jestem

rano wstawiłam miseczkę z mlekiem do lodówki zamiast do mikrofalówki
i kilka dobrych minut czekałam na podgrzanie, ziewając kotu do ucha
potem nabiłam sobie guza o drzwi szafy
chyba tak po łikendzie
wypełnionym spacerami i piękną pogodą
dobrym towarzystwem, jedzeniem i... winem

ładna pogoda zresztą niedługo się skończy
i zaraz wyjaśnię, dlaczego

otóż, przeprowadziwszy się, zrezygnowałam ze zmiany opon
do pracy mam niedaleko, w razie nagłego ataku zimy zawsze mogę podreptać
poza tym śniegu z roku na rok coraz mniej
jednak czasem trzeba gdzieś podjechać
i tak się jakoś składa, że jak MUSZĘ (i transportem publicznym się nie da),
to nagle, po całych dniach pięknej słonecznej pogody
zaczyna się śnieżyca,epoka lodowcowa zgoła
trwa to wszystko jakieś pół dnia i cudownie przechodzi
dwa razy przekładałam wizytę Podlotki u ortodonty
jutro mamy kolejną
więc spodziewam się najgorszego
(pomijam już fakt, że jeździmy do bratniego kraju, gdzie zimówki są obowiązkowe, więc ten, tego...)

piątek, 12 lutego 2016

nie ciocia, nie teściowa - dobry duch mnie opuścił

zmarła druga żona mojego byłego teścia
chorowała ciężko



słyszę w słuchawce telefonu Jej ciepły śmiech
będzie mi tego brakować
trochę egoistycznie - bo mnie lubiła, w przeciwieństwie do aktualnej żony mojego ex
(a przynajmniej tak mówiła)

Wierzę, że jest w pięknym Niebie :)



niedziela, 7 lutego 2016

jabłecznie

akcja jabłka w naszym powiecie trwa od jakiegoś czasu
pojawiają się w szkołach, przedszkolach, urzędach, ostatnio skrzynkami rozdawane były w strażnicach OSP
i tak, w epoce komórek
rodzice wzięli dla siebie i dla nas i dla sąsiadów i rodziców Fochmana
rodzice Fochmana dla siebie i dla nas i dla moich, jakżeby inaczej, też
ja dostałam jeszcze w pracy
mamy całą piwnicę jabłek :)
wymyśliłam jabłeczne chipsy i mus do słoików
cóż, ledwo ogarnęłam, i to byle jak, dom po remoncie salonu - nowa robota :)
ale, zaznaczam, że nie ograbiliśmy z jabłek całego powiatu - wciąż rozdają...

koleżanka w pracy słyszała gdzieś, że mają jeszcze rozdawać marchewki
i cebulę :D

piątek, 5 lutego 2016

dżins (bez lycry) prawdę Ci powie

tak mi się wydawało ostatnio
że jakby mnie więcej i więcej
ale ciągle szukałam usprawiedliwień, wymówek
że przecież i tak zrzuciłam więcej kilogramów, niż planowałam,
i, że wszyscy mi mówili, że jestem za chuda
itd, itp
no to mam, ciasne spodnie :)
niestety, w zapasie dwie pary lekko za dużych, więc znowu mam wymówkę
pora zmierzyć się z rzeczywistością, czyli wejść na wagę
a te pączki wczorajsze...


wtorek, 2 lutego 2016

wącham

lubię wąchać
książki, jedzenie, koty, świeże pranie
ostatnio, to nawet tak jakby nieśmiało zapachniało wiosną wokoło
zrobiłam szybciutko trzy prania
rozochocona ciepłem wyszłam wieszać z mokrą głową (tylko na momencik przecież)
skutki łatwe do przewidzenia :)

w domu od dwóch tygodni fruwają pyły
z remontu, gładzi, parkietu
jestem jak syzyf
ale powoli robi się pięknie w salonie :)

czwartek, 21 stycznia 2016

zima w pełni

dobry humor psują mi zatrudnieni fachowcy, którzy nie mają własnego śrubokręta, praca, w której atmosfera jest gęsto-skisło-spleśniała, oraz Podlotka, która ze skruchą wysmarkała, że ona już tę czapkę założy. Nie poprawia nastroju własna matka, która najpierw obarczyła mnie organizacją sporej rodzinnej imprezy z okazji, a teraz, w zależności od ilości alkoholu w krwiobiegu, wyskakuje z nowymi pomysłami, zmienia termin albo wycofuje się z całości, lekce sobie ważąc zaproszoną z daleka rodzinę i zapłaconą w knajpie zaliczkę.

Nic to. Jutro poszukam ukojenia na zakurzonych biegówkach.

Poza tym, rozśmiesza mnie Fochman, który, poproszony o powieszenie na kaloryferze mokrej ściereczki, zawiesił ją sobie na pokaźnym brzuchu. No, bo przecież gdzieś tam jest kaloryfer...

miłego weekendu, pomimo i wbrew :)

środa, 20 stycznia 2016

bajecznie

nieprzyzwoicie szczęśliwa byłam dziś rano
pomimo i na przekór
bo mogłam sobie z Podlotką spacerkiem iść do pracy i cieszyć się śniegiem
i bajkowym krajobrazem
a nie odśnieżać auto i wyglądać pługów :)

Podlotka skłaniana przeze mnie do nałożenia czapki protestowała zdecydowanie
że ja nie rozumiem, że te włosy to będą przyklapnięte a dodatkowo naelektryzowane
i takie przyklapnięto-naelektryzowane włosy to prawdziwy DRAMAT
prawda?

no, nie wiem
moje zawsze są jakieś byle jakie i przyklapnięte
czy mam czapkę, czy nie
i znowu zmieniam fryzjerkę :(

czwartek, 7 stycznia 2016

radiowo

spędziliśmy Nowy Rok
zasłuchani w klasyki na trójkowej liście wszech czasów

nic się nie dzieje ważnego
albo może dzieją się same ważne małe codzienności?

martwi mnie Podlotka, ostatnio ma jakieś fobie żywieniowe
martwi pogoda, bo nie lubię marznąć
martwię się sama o siebie, że się martwię

niedługo kolejne etapy remontu więc ogarnie nas bałagan
przestanę się martwić, zaprzątnięta usuwaniem gruzu



wtorek, 29 grudnia 2015

między świętami

minęły szybko i pod znakiem książki
było ciekawie i kobieco: "Fabrykantka aniołków", "Polskie morderczynie","Uwodzicielki, skandalistki i seksbomby PRL", "Żelazne damy..."

w prezencie od Wielkiego Brata i Gościnnej dostałam sagę o Ani z Zielonego Wzgórza, żeby nie było mi zbyt słodko, przełamuję ją pozycją "Drink: intymny związek kobiet z alkoholem".

w perspektywie Sylwester
z wiekiem coraz mniejszą mam ochotę na przymusową (i drogą!) w tym dniu zabawę
nigdzie się nie wybieram i najchętniej spędziłabym go... nad książką :)

poza tym tradycyjnie się objadłam, tradycyjnie przygotowałam za dużo ciast i sałatki, tradycyjnie w drugi dzień rano poszłam biegać :)

do siego dwatysiąceszesnastego :)



poniedziałek, 21 grudnia 2015

jadowita wzruszona (głęboko)

jeśli ktoś w niedzielę był na seansie w kinie helios, w tzw stolicy podbeskidzia
i widział w ostatnim rzędzie rzewnie łkającą babę z rozmazanym makijażem
z lekko zażenowaną asystą w postaci Podlotki i Fochmana
to owszem, jam ci to była

moc się we mnie przebudziła
jestem fanką starych gwiezdnych wojen
i to było po prostu... ech :)

czwartek, 17 grudnia 2015

jadowita remontująca



przepychanki z fachowcami, przepraszam, "fachowcami", doprowadzają nas na skraj czarnej rozpaczy
jakiego trzeba mieć pecha, żeby wiecznie trafiać na ludzi niesłownych, niedokładnych, nie dotrzymujących nawet przez siebie wyznaczonych terminów, nie odbierających telefonów?
(na to wszystko nakłada się wszystkokrytykująca i wszystkowiedząca osoba Wielkiego Brata, który zrobiłby doskonale, lecz nie ma go na miejscu)
jakieś wyjście jest, owszem – robimy sami
na pierwszy ogień pomieszczenia w piwnicy, teraz męczymy się w pokoiku Podlotki
wybrałyśmy piękną tapetę, z dużym wzorem – kto tapetował, ten wie, o co chodzi
gdy trzeba dopasować :)
odnowienie szafy zapewne poszłoby mi doskonale (i drzwi miałyby jednakowy odcień), gdybym porządnie pomieszała farbę w puszce, 
a plamom na podłodze można by było zapobiec, nie zostawiając kuwetki z farbą na pastwę kotów…

uczymy się

wczoraj o 22:30 padłam do wyrka i zamknęłam oko
ale potrząsnął mną Fochman, żebym się jednak umyła, bo mam brązową farbę na policzku
miałam też we włosach, wydłubałam rano w pracy :)

wtorek, 15 grudnia 2015

grzyby

każda zbliżająca się Wigilia to trauma dla Podlotki
- znowu te grzyby we wszystkim - mamrocze dziecię, lekceważąc moje pocieszające argumenty, że do pewnych smaków trzeba dojrzeć
- a przecież - przypominam - byłaś ostatnio na pizzy z koleżankami i podobno jadłaś taką z pieczarkami, to też grzyby?
- bo ja dojrzałam do pieczarek na pizzy, do innych grzybów jeszcze nie - wyjaśnia oczywistą oczywistość

niedziela, 13 grudnia 2015

śledź poszukiwany

wiem, brzmi to absurdalnie, ale zgubiłam śledzia
nabytego w celach spożywczych
przewróciłam dom do góry nogami (a mam co przewracać)
wizja smrodu, jaki roztoczy zapomniany w jakimś kącie smakołyk
sprawia, że chodzę i węszę, co wprawia domowników w niestosowną wesołość
mam nadzieję, że wypadł mi gdzieś na ulicy...