piątek, 11 grudnia 2015

kłopoty to jego specjalność

nasz czarnobiały niniejszym zostaje ochrzczony Filipem
jak Philip Marlowe, bohater kryminałów Raymonda Chandlera
bo kłopoty, to jego specjalność
przeważnie, jak rasowy sybaryta, daje się łaskawie karmić, nosić i drapać po coraz okrąglejszym brzuszku
czasem zajmuje się lizaniem mojego nosa albo oka, zazwyczaj w okolicach 4 nad ranem
niestety, był już ściągany z dachu gołębnika
oraz z wysokiej sosny (co ciekawe, jego siostra zlazła sama)
ostatnio zginął na amen
poszukiwany listem gończym
odnalazł się następnego dnia w szopie drugiego sąsiada
wyglądał jak kupka kociego nieszczęścia, ledwo stojący na nogach i z sierścią pozlepianą żywicą
na szczęście szybko doszedł do siebie :)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

myślę o...

wakacjach
tęsknię za ciepłem, ale ciepłe kraje... za gorąco tam ostatnio
marzy mi się mała chatka na skraju lasu
obok duże jezioro i niewielka plaża
leniwe wycieczki rowerowe, konne* i kajaczkowe...
tv może nie być, ale z przyjemnością ujrzałabym na miejscu biblioteczkę
Podlotce też spodobała się ta wizja
zobaczymy, czy wszystkie marzenia się spełniają :)

*byłam ostatnio na ciuchach, gdzie znalazłam piękne spodnie do konnej jazdy. Wzięłam z myślą o Podlotce, jednak jej się nie podobają a ja wyglądam w nich znakomicie ;P ostatnia moja próba konnej jazdy zakończyła się potwornym bólem ud i pokracznym chodem przez tydzień, ale kto mi zabroni pomarzyć?


czwartek, 3 grudnia 2015

co za sen!

śniła mi się dziś Ania,
która, jak zapewne wszystkim wiadomo, jest uosobieniem poezji
ponieważ ja jestem wcieloną prozą, we śnie karmiłam Anię pieczonymi ziemniakami :)

wtorek, 1 grudnia 2015

tetryczeję

dziecko na imprezie andrzejkowej
na noc!
całe dwa domy dalej!
więc spędziłam wieczór przy oknie, wypatrując sama nie wiem czego
bo okna pokoju koleżanki zasłonięte były tujami :)
pozostała mi książka, gorąca herbata i mruczący kot
ale mam ostatnio szczęście do lektur, więc nie było źle
Czystą duszę Bohuslava Brezovskiego wynalazł Fochman
a to znalazłam sama i połknęłam


poniedziałek, 23 listopada 2015

wpadka

zostałam przyłapana przez sąsiana
na trąbieniu w papierową rolkę po ręcznikach, w czasie sortowania śmieci

nie wiem, czy moją sytuację poprawia fakt, że usiłowałam trąbić klasykę?



zważywszy, że latem nie zauważyłam go kręcącego się po ogrodzie i oporządzałam auto z gromką pieśnią na ustach, chyba wolę nie wiedzieć, co o mnie myśli :)

łaciata zagadka

co to jest :
czarno białe i ślizga się po gołębniku sąsiada?
tak, kot jadowitej
porwał się jak szczerbaty na sucharek i trzeba go było z dachu ewakuować
same zgryzoty z tymi kotami :)

poza tym, bardzo proszę osobę, która ukradła mi weekend, o zwrot
nie zgłoszę sprawy na policję, obiecuję

nie mam pojęcia, gdzie podziewają się godziny, dni, tygodnie
nie wiem, co robię z tym czasem
ktoś tak ma, czy tylko ja?

czwartek, 19 listopada 2015

wielkie pieniądze

jakieś 500 metrów dzieli mnie od kolektury lotto w biedronce
w której padła wygrana 4 miliony...
bywam tam dość często
niestety, mam kiepski wewnętrzny głos
nic nie mówił do mnie
już nie wspominam o 6 trafnych liczbach
ale żeby chociaż ryknął "IDŹ I ZAGRAJ"
(żeby mieć jakiekolwiek szanse, dobrze jest jednak kupić kupon)

pozostaje mi na pocieszenie stara prawda
że pieniądze szczęścia nie dają :)

inny świat

szukam ostatnio jakiejś alternatywy
dla ponurej jesieni chyba :)
przytłacza mnie lista rzeczy do zrobienia
malowanie, remonty, niestety nie mogę liczyć na inicjatywę Fochmana
a że fanką takich spraw nie jestem, więc...
uciekam
obejrzałam "magię w blasku księżyca"
klimat owszem, ale cały film jakoś mnie nie urzekł
za to niezawodne są książki
Jane Austen i siostry Bronte rządzą 
zdałam sobie ostatnio sprawę, że gdybym żyła w tamtych czasach,
jako niezbyt dobrze urodzona
byłabym w najlepszym razie podkuchenną :)

wtorek, 17 listopada 2015

tylko ludzi żal


modne się zrobiło kolorowanie zdjęć na fb
wszyscy jesteśmy Francuzami, krzyczy fejsik
przepraszam, ja nie jestem
nie byłam też Charlie
ciekawe, dlaczego wszyscy nie byli Rosjanami, tymi z rozwalonego w Egipcie samolotu?
bardzo, bardzo współczuję ludziom, którzy zginęli w imię cudzych chorych idei
w zamachach, gdziekolwiek
żal mi ich bliskich, rodzin rosyjskich i rodzin francuskich
boję się terrorystów – dowolnej narodowości i dowolnego wyznania
bo terrorystą jest dla mnie rodzimy kibol
i chora z nienawiści plująca jadem fanatyczna katoliczka
ale nie ruszają mnie takie akcje
uważam, że to puste gesty, trochę na pokaz
i nie wiem, czy cokolwiek może w wielkim świecie zmienić zwykły człowieczek
jesteśmy zabawkami w rękach polityków i szaleńców
boję się tej bezradności

sobota, 14 listopada 2015

pouczająca wycieczka

zapoznawcza wyprawa kotów na teren sąsiada skończyła się dla nich sporym zawodem - okazało się bowiem, że nie wszystkie wielkie czarne psy są cieplutkie i przyjazne. Moje rozczarowane towarzystwo wróciło do domu w tempie bardzo przyśpieszonym, w asyście donośnego ujadania, resztę dnia spędziło na poduszkach, wzdychając głęboko i z urazą, a dzisiaj nawet nie wyglądają na zewnątrz. Mam nadzieję, że trochę ograniczą wycieczki :)
usłyszawszy, co dzieje się na świecie, próbowałam obejrzeć coś informacyjnego w tv.
Jak dla mnie - nie da się.
Relacje dziennikarzy wydawały mi się napuszone i egzaltowane, czy tylko ja tak mam?
no i co z tym Paryżem, A?

poniedziałek, 9 listopada 2015

na chandrę sposoby i sposobiki

zumba odwołana, a jadowita sfrustrowana
jak żyć?
więc zwaliłam zakupy na Fochmana
chciałam w tym czasie poćwiczyć z fitness blender
bo wiadomo, endorfiny
dupa blada, internet nie działa
jakby się wszystko sprzysięgło
żeby mi ta blada z powrotem urosła :)

gdy mam chandrę, a za oknami ponuro, zmuszam się do ćwiczeń
lubię też zjeść - cokolwiek, w zasadzie
czekolada przełamana śledziem żarłokowi niestraszna
a może trzecia dzisiejszego popołudnia porcja szarlotki na gorąco z lodami,
polanej sowicie adwokatem?
lubię też zawinąć się w koc i poczytać, na przykład ostatnio - wciągającą cegłę


ale wtedy dom zarasta :)


poniedziałek, 2 listopada 2015

zadusznie

wybrałyśmy się wczoraj z Podlotką na spacer
taki świąteczny, po cmentarzu i nie tylko
bliskich odwiedzamy, jak się tłumy poprzewalają :)
gdy byłam w wieku Podlotki, uwielbiałam chodzić po cmentarzu
w Święta tonął w specyficznym zapachu
który brał się z setek palonych zniczy,
ale nie tych nowoczesnych, przysłoniętych plastikowymi kapturkami i czasem do bólu oczu ozdobnych
tylko takich starych, otwartych, w kubeczkach z kolorowego szkła, z grubymi knotami, czasem kopcących
i jeszcze prawdziwe stroiki i wieńce
tego zapachu mi brakuje
tak jak osób, które odeszły

czwartek, 29 października 2015

poworeczkowa niedieta

sporo osób jest ciekawych diety po wycięciu woreczka
niektóre reagują dziwnymi okrzykami, że właściwie, to jem wszystko
jedna znajoma dziewczyna kobieta jest na diecie (gotowane, delikatne, chude) od dwóch lat :)
więc, jak napisałam powyżej, jem wszystko
czekoladę, jajka, ser, sosy, ciacho z kremem - tłustego nie lubię i tak, więc skóry z kurczaka nie próbowałam
ale, już wcześniej z racji odchudzania byłam przyzwyczajona do małych porcji (obiadu dwudaniowego nie zjem już)


może być kilka przyczyn braku dolegliwości, które podobno miały następować i utrudniać mi życie - jedna, w ograniczonych rozsądkiem i przyzwyczajeniem porcjach

druga, którą omówiłam z operującym mnie chirurgiem
otóż twierdził, że mój woreczek był w strasznym stanie, częściowo zwapniony, przyklejony do wątroby,
i zielonkawy na dodatek :)
(to spowodowało komplikacje przy operacji)
być może mój organizm zwyczajnie obywał się bez woreczka od dłuższego czasu, i nie zauważył różnicy

skłaniam się ku trzeciej przyczynie
kartkę z zaleconą w szpitalu dietą wyciągnęłam i przeczytałam po trzech bodajże dniach
i zdążyłam zjeść już prawie wszystko, co było surowo zabronione
(na przykład solidną jajecznicę na maśle, którą zażyczyłam sobie w dzień powrotu do domu, zlekceważywszy szpitalne śniadanie), nie wiedząc, że mi zaszkodzi. A skoro nie zaszkodziło, to kartkę beztrosko wyrzuciłam.

a na zimę bardzo polecam kaszę jaglaną i kapustę kiszoną. Zamiast suplementów :)


aa - aaaa - aaaaaaaaa, traktory dwa

złoty przed-poranek
przez okna zaglądają czuby żółtych drzew
po obu stronach leżą i głośno terkoczą koty
kapcie grzeje mi (i przy okazji spłaszcza), donośnie chrapiąc, Bigdog
chrapie także Fochman
i jak tu spać?

czy zagląda tu jakiś koci behawiorysta?
namiętnie oblizywana przez Bigdoga Szarapręgowana najwyraźniej dostała jakiejś rotacji wstecznej
i, uznawszy biedaka za mamę, poszukuje źródełka mleka
mam nadzieję, że jej to przejdzie

wtorek, 27 października 2015

całe szczęście :)

że swojego szczęścia nie uzależniam od tego nieszczęsnego bagienka...
Euforia z powodu wygrania JAKIEJKOLWIEK opcji politycznej?
no nie wiem, jak to napisać - po prostu wzruszam ramionami
uważam, że panowie przy żłobie dobrze wiedzą co robią, a tzw wierność zasadom sprowadza się do wierności przysłowiu "pecunia non olet", dotyczy to absolutnie każdej strony
nawet gdyby partia, na którą oddałam głos, wygrała w 100%, ostatnie, co mogłabym zrobić, to podskakiwanie z radości, z bardzo prostego powodu - politycy, orientacja obojętna, budzą mój głęboki niesmak, by nie rzec - obrzydzenie. Wybory? owszem, między kiłą a rzeżączką, zazwyczaj
Dorothea pisze "odpocznijmy po aferach"
niestety, ktokolwiek dorwie się do koryta, traci umiar, i dzieją się rzeczy, za które zwykły człowiek poszedłby siedzieć; państwo politycy tylko zmieniają stołki i pobierają odprawy, wycierając sobie gęby orłem, społeczeństwem, zasadami, służbą, misją, im wznioślej, tym lepiej.
Taka jest nasza rzeczywistość. Polityczna.

całe szczęście, że mamy piękną jesień
że mam rodzinę
cudne zwierzaki
i pana, który wymienił piec na mniej paliwożerny :)


wtorek, 20 października 2015

niebieżnia

zaglądam czasem na taką graciarnię, pisałam kiedyś o tym
(nabywam tam przepiękne kieliszki i takie tam)
zobaczyłam wciśniętą w kąt, zawaloną różnościami, małą, zgrabną bieżnię
składana, w doskonałym stanie, czyściutka, niedroga, no przecież
pomyślałam, biorę
ale coś mnie ostrzegło, żeby sprawdzić parametry tego modelu
i całe szczęście
bo bieżnia bynajmniej nie była bieżnią...

:D

poniedziałek, 19 października 2015

jesiennie szarlotkowo :)

mam przepis na taką, w której ciasto jest cieniutkie a jabłek zacna ilość
upiekłam w sobotę, normalną blachę, w niedzielę rano nie było już :)
a byłyśmy w domu same!
więc, słusznym było
upiec jeszcze jedną :)
a na gorąco z lodami, o rany...

piątek, 16 października 2015

ile kosztuje męska duma?

tyle, ile weźmie Pan złota rączka do wynajęcia, za, na przykład, przykręcenie zamka
zastany w domu zamek robił solidne wrażenie, ale kilka razy nieprzyjemnie mnie zaskoczył
(bo mu coś w środku nie zaskakiwało)
wchodzenie do domu przez garaż było już prawie normą
przy czym Fochmanowi zdawało się to nie przeszkadzać
straciłam cierpliwość, gdy, zapomniawszy klucza od garażu, właziłam do domu po drabinie przez górny taras (jeszcze były wtedy stare okna, które w tym akurat pomieszczeniu otwierały się od solidnego kopa)
zrobiłam dziką awanturę, kupiliśmy zamek, sprawa lekko przycichła
dziś powracający skądśtam Fochman zastał Pana przykręcającego zamek
awantura tym razem odbyła się szeptem - bo on ma przecież swoją dumę, żeby mu tu jakiś...
więc pytam, tłumiąc furię, jak długo ta duma może siedzieć na kanapie, omijając zamek wzrokiem?
zapłacił.
Przyjął do wiadomości, że Pan uzupełni brakujące kafelki i zrobi kilka innych drobiazgów
ale sam zawiesił lampę w sieni
(tak, od przeprowadzki chodzimy tam po omacku) :D



dobrze jest sobie przypomnieć

miałam ciężki, ale przyjemny dzień w pracy
pomogłam (jeśli mogłam), wysłuchałam, uśmiałam się
była Pani z bliźniakami, i Pan z kurami
był Pan wyrażający się kwieciście, przekonujący, że byłby osobnikiem nader niefrasobliwym, gdyby swoją altankę naraził na porwanie przez wiatr, nie umocowawszy jej do podłoża (no przecież) 
był Pan Niemiły, ale poszedł
w takie dni przypomina mi się, że administrare
znaczy nie tylko zarządzać, ale też "służyć, pomagać"
smutne jest to, że ta najniższa urzędnicza kasta (czyli ja, między innymi) zajmuje się głównie stawaniem na głowie - żeby pogodzić sprzeczne przepisy, albo wytłumaczyć przed ludźmi durne zarządzenia
bo każda nowelizacja przynosi zmiany na gorsze
wybory idą. Przydaliby się "prawotwórcy", którzy mają kontakt z rzeczywistością
Podobno cuda się zdarzają :)

wtorek, 6 października 2015

...a po burzy spokój

to znaczy, burzy w przenośni, bo niestety, choćby się przydało, to żadnego deszczu ani burzy ani huhu

ale, jak to zwykle bywa, po nocy przychodzi dzień, a po wymianie okien spokój
(który nie oznacza porządku, nad czym ubolewam)
z codziennych sensacji mogę wymienić jedynie:
radosne kocie przepychanki na wszystkich możliwych meblach
wyprowadzanie kotów na taras w asyście Bigdoga, zachowującego się jak pies pasterski
przesadzenie kaktusów, które od przeprowadzki koczowały w pękniętej donicy
no i byłabym zapomniała
czytam sobie na fochu arcyciekawy artykuł
potem sobie ot tak wstępuję do biblioteki
i co ja paczę?
na półce książka
jakby na mnie czekała :)