sny mnie przytłaczają, jawa usypia
drzemię "na prądach" i "na borowinie"
po powrocie do domu śpię,
w międzyczasie w samochodzie podpieram powieki zapałkami
myślałam, że to wpływ zabiegów
przypadkiem byłam w oswojonym punkcie krwiodawstwa
(po operacji jest półroczny zakaz oddawania krwi)
poprosiłam o dziubnięcie
i usłyszałam, że przy tak niskim poziomie hemoglobiny chodzę chyba z rozpędu :)
popędziły mnie panie do laboratorium
się dowiemy, wszak przed operacją miałam morfologię i było ok
może to za sprawą braku żelaza
śnią mi się koszmary
że się topię?
nie mogę poruszyć niczym,
i widzę tylko oddalające się słońce
w końcu wciągam wodę do płuc
i budzę się spocona łapiąc powietrze
czwartek, 1 maja 2014
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
obłoki
cały dzień Józia chodziła w gazowych obłokach
zadziwia mnie, ile smrodu mieści się w tak drobnym stworzeniu
mogłaby bez trudu powalić pluton oddziałów specjalnych
biedna, omijaliśmy ją z daleka
jedynie Bigdog udowodnił, że kocha bezwarunkowo... :)
zadziwia mnie, ile smrodu mieści się w tak drobnym stworzeniu
mogłaby bez trudu powalić pluton oddziałów specjalnych
biedna, omijaliśmy ją z daleka
jedynie Bigdog udowodnił, że kocha bezwarunkowo... :)
dzień idealny
oko otworzywszy ledwo-ledwo
ujrzałam za mokrą szybą sine chmury
leje
co za szczęście, że jest sobota
zrobię kawy
przyłożę sobie Józię do łona albo pleców
i zatopię się w lekturze
będzie cudnie...
A czy idealna matka zapamiętała, że dziś w szkole prezentacja projektów klasy Podlotki?
ech
trzy godziny na twardym stołku
nieidealna matka wytrwała :)
ujrzałam za mokrą szybą sine chmury
leje
co za szczęście, że jest sobota
zrobię kawy
przyłożę sobie Józię do łona albo pleców
i zatopię się w lekturze
będzie cudnie...
A czy idealna matka zapamiętała, że dziś w szkole prezentacja projektów klasy Podlotki?
ech
trzy godziny na twardym stołku
nieidealna matka wytrwała :)
wtorek, 15 kwietnia 2014
wątła następczyni Herkulesa
Chyba pisałam już, że kochają mnie chwasty.
Na polu bitew ogródkowych całkowicie poległam
czego bym nie siała, wyrastały dorodne pokrzywy.
dałam więc sobie spokój z czymś, czego nie śmiałabym nazwać ogródkiem
zarosło dorodnymi chwaściorami
ostatnio odkryła ten kawałeczek ziemi Podlotka
spędziła tam pół dnia
odkryła poziomki, truskawki i szczaw
wydłubała starannie bujne trawska
złożyła zamówienie na nasiona
oczyściła ogródek jak stajnię Augiasza
może w końcu coś porządnego tam wyrośnie
następcom prawnym :D
czwartek, 10 kwietnia 2014
skutki zwyrodniałej wyobraźni
odwiedzają mnie teraz różne ludzie
(potencjalni nowonabywcy)
mniej, lub bardziej miłe
zazwyczaj bardziej :)
przyszedł Pan
pełna kulturka, garniak, wyglądał trochę jak jakiś poseł czy coś
w typie wujek gaduła dobra rada
pouczona zostałam w tematach wapna gaszonego (?!), potencjalnych pryszczy Podlotki, sposobu pisania pism urzędowych (ha!), pielęgnacji zieleni przydomowej, oświetlenia mieszkania
przyzwyczajona jestem do ludzi, którzy przychodzą się wygadać
więc strzymałam
jako, że klient (nawet potencjalny) to nasz pan
już wychodząc Pan zawiesił oko na 20-metrowym modrzewiu
żeby go przyciąć - od góry - bo zagrożenie i coś tam
i palnął
że małżonek taki młody i wysportowany, mógłby słupołazy włożyć i przyciąć od góry
odjęło mi mowę
po czym oczyma duszy
ujrzałam Fochmana 130 kg żywej wagi
z czego jakaś połowa na brzuchu
albowiem Fochman dąży do ideału, czyli do kuli
w słupołazach
na modrzewiu
niestety, zareagowałam
nikt nie kupi domu od kobiety zanoszącej się hienim chichotem :(
(potencjalni nowonabywcy)
mniej, lub bardziej miłe
zazwyczaj bardziej :)
przyszedł Pan
pełna kulturka, garniak, wyglądał trochę jak jakiś poseł czy coś
w typie wujek gaduła dobra rada
pouczona zostałam w tematach wapna gaszonego (?!), potencjalnych pryszczy Podlotki, sposobu pisania pism urzędowych (ha!), pielęgnacji zieleni przydomowej, oświetlenia mieszkania
przyzwyczajona jestem do ludzi, którzy przychodzą się wygadać
więc strzymałam
jako, że klient (nawet potencjalny) to nasz pan
już wychodząc Pan zawiesił oko na 20-metrowym modrzewiu
żeby go przyciąć - od góry - bo zagrożenie i coś tam
i palnął
że małżonek taki młody i wysportowany, mógłby słupołazy włożyć i przyciąć od góry
odjęło mi mowę
po czym oczyma duszy
ujrzałam Fochmana 130 kg żywej wagi
z czego jakaś połowa na brzuchu
albowiem Fochman dąży do ideału, czyli do kuli
w słupołazach
na modrzewiu
niestety, zareagowałam
nikt nie kupi domu od kobiety zanoszącej się hienim chichotem :(
wtorek, 8 kwietnia 2014
dlaczego przynudzam, czyli jadowita sprowokowana
Almetyna zadała pytanie :)
Pomyślałam sobie, że jest to w sumie dobra okazja, żeby się podsumować, co planowałam od jakiegoś czasu.
Dlaczego przynudzam?
Bo nie buduję barykad ani ich nie zdobywam, nie manifestuję w manifach, nie piszę protest-songów, nie zdobywam szczytów, nie skaczę ze spadochronem, nie lewicuję (ani nie prawicuję), generalnie nie zmieniam świata, a jedynie go sobie - we własnym, niewielkim zakresie - staram poukładać.
ponadto nie potrafię gotować, szyję koślawo nawet proste rzeczy, ubieram się niemodnie a przy próbach robienia biżuterii trafiał mnie szlag :)
Założenie bloga miało służyć uporządkowaniu i zachowaniu wspomnień*, nie zakładałam, że ktoś będzie tu zaglądał. Traktuję go jako pamiętnik, dlatego o wpisach nie wie nikt z moich najbliższych (a przynajmniej mam taką nadzieję), choć od jakiegoś czasu mnie swędzi, żeby powiedzieć kilku osobom :) Z kilku mądrych blogów dowiedziałam się, jak ważne są codzienne zwykłe chwile, i jak szybko potrafią się zatrzeć w pamięci. Poznałam w międzyczasie też kilka mechanizmów, które w cudowny sposób podnoszą klikalność, ale - po co?
Dlatego uznałam, że taka zwykła codzienność, bez sensacji, mięcha i igrzysk, to co najwyżej przynudzanie. Zieeeeew. Ale, samo słowo narodziło się w ustach pewnego bardzo znanego radiowego (w tv też bywa, ale incydentalnie) dziennikarza muzycznego, który o śpiewających spokojną muzykę kobietach zwykł mówić aksamitnym głosem "jak ona pięknie przynudza..."
kto wie, o kogo chodzi?
* i doskonale się sprawdziło:)
Pomyślałam sobie, że jest to w sumie dobra okazja, żeby się podsumować, co planowałam od jakiegoś czasu.
Dlaczego przynudzam?
Bo nie buduję barykad ani ich nie zdobywam, nie manifestuję w manifach, nie piszę protest-songów, nie zdobywam szczytów, nie skaczę ze spadochronem, nie lewicuję (ani nie prawicuję), generalnie nie zmieniam świata, a jedynie go sobie - we własnym, niewielkim zakresie - staram poukładać.
ponadto nie potrafię gotować, szyję koślawo nawet proste rzeczy, ubieram się niemodnie a przy próbach robienia biżuterii trafiał mnie szlag :)
Założenie bloga miało służyć uporządkowaniu i zachowaniu wspomnień*, nie zakładałam, że ktoś będzie tu zaglądał. Traktuję go jako pamiętnik, dlatego o wpisach nie wie nikt z moich najbliższych (a przynajmniej mam taką nadzieję), choć od jakiegoś czasu mnie swędzi, żeby powiedzieć kilku osobom :) Z kilku mądrych blogów dowiedziałam się, jak ważne są codzienne zwykłe chwile, i jak szybko potrafią się zatrzeć w pamięci. Poznałam w międzyczasie też kilka mechanizmów, które w cudowny sposób podnoszą klikalność, ale - po co?
Dlatego uznałam, że taka zwykła codzienność, bez sensacji, mięcha i igrzysk, to co najwyżej przynudzanie. Zieeeeew. Ale, samo słowo narodziło się w ustach pewnego bardzo znanego radiowego (w tv też bywa, ale incydentalnie) dziennikarza muzycznego, który o śpiewających spokojną muzykę kobietach zwykł mówić aksamitnym głosem "jak ona pięknie przynudza..."
kto wie, o kogo chodzi?
* i doskonale się sprawdziło:)
środa, 2 kwietnia 2014
rozczarowanie
kupujący nie dostali kredytu
całą polkę trza zaczynać od początku
przynajmniej zmusiłam Fochmana do posprzątania warsztatu
(który – warsztat, nie Fochman - powinien zwać się
składowiskiem wszystkiego niepotrzebnego starego i cuchnącego)
i o który suszyłam mu głowę już czas jakiś
albowiem wyczuwałam myszy
i nie myliłam się
poruszone zwierzątka rozbiegły się we wszystkie strony
ku uciesze Józi, która łapała je, podduszała i cichaczem
wnosiła do domu
więc weekend był pełen biegów
za myszami Józia
za Józią Podlotka i Jadowita
za nami uradowany Bigdog
złapane za ogony myszy biegiem wynosiłyśmy w pole
porządki trwają także na strychu, pozbywam się gratów
odkryłyśmy nieułożone nigdy puzzle safari i cztery pary
gumowców fochmana
jakiś pożytek z tego będzie
choć nie ma pożytku ze mnie przy puzzlach, bo wiszę nad nimi
i słoń mi się zlewa z nosorożcem (a może to hipopotam?)
a z puzzlami chętnie zlewa się Józia, bardzo dopasowana
kolorystycznie
najgorsze, że nie wytrzymałam – miałam oglądać nowe domy PO podpisaniu
wstępnej umowy sprzedaży – a obejrzałam jeden – i już się w nim ujrzałam. Czy
poczeka na mnie?
wtorek, 25 marca 2014
złe, zielone oko
miałam kiedyś piękny pierścionek
dobrze mi się nosił
pasował i wzbudzał podziw koleżanek
zgubiłam oczko
mama przyniosła mi kamień - przejrzysty, jasnozielony
od razu miałam stłuczkę (rodzice nic nie wiedzą, więc sza!)
odłożyłam kamień w domu, już jakoś tak do niego zniechęcona
jakiś czas później dałam tacie do wprawienia, bo jubiler nie chciał się w srebrze bawić
założyłam - spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja
wrzuciłam do szafki w pracy - i proszę, mam przechlapane
to nie może być przypadek.
ON łypie na mnie złowrogo
promieniuje niedobrą energią
zaczynam obsesyjnie wierzyć, że jest przyczyną nieprzyjemności, zbiegów okoliczności
jutro oddam go mamie, tylko nie wiem jak, chyba pocztą wyślę, żeby go w aucie nie wozić :)
dobrze mi się nosił
pasował i wzbudzał podziw koleżanek
zgubiłam oczko
mama przyniosła mi kamień - przejrzysty, jasnozielony
od razu miałam stłuczkę (rodzice nic nie wiedzą, więc sza!)
odłożyłam kamień w domu, już jakoś tak do niego zniechęcona
jakiś czas później dałam tacie do wprawienia, bo jubiler nie chciał się w srebrze bawić
założyłam - spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja
wrzuciłam do szafki w pracy - i proszę, mam przechlapane
to nie może być przypadek.
ON łypie na mnie złowrogo
promieniuje niedobrą energią
zaczynam obsesyjnie wierzyć, że jest przyczyną nieprzyjemności, zbiegów okoliczności
jutro oddam go mamie, tylko nie wiem jak, chyba pocztą wyślę, żeby go w aucie nie wozić :)
piątek, 21 marca 2014
jadowita zajęta
dom się sprzedaje - prawie, są chętni, dogadujemy szczegóły, szczególiki, detale, jeszcze nie wiadomo na pewno, ale... :)
oglądam mieszkania, domy - nie wiem, czy wiem, czego chcę, wiem natomiast, czego nie chcę, więc najlepiej na razie idzie mi eliminacja
fochman to wybiera zgodnie nowe lokum, to rzuca się na progu rozrywając odzienie, jak nie przymierzając jakiś Rejtan, że po jego trupie, że się nie wyprowadzi...
zrozum tu chłopa.
chyba się powoli zacznę pakować i wyrzucać, co niepotrzebne (a dużo tego będzie)
w dodatku w pracy jakieś kłopoty, przez własną głupotę mam - chciałam być miła i oszczędzić komuś kilometrów, oj, oberwało mi się, oberwało.
gdy się tyle dzieje, to jakoś bardziej mi się chce
piorę zimowe ciuchy, słońce tak pięknie świeci, sezon tenisowy rozpoczęty, nie mam czasu myśleć nad gubieniem brzucha.
Może sam się zgubi?
poniedziałek, 17 marca 2014
jadowita zaMieciona
Miałam okazję z Nim zamienić kilka słów - z przejęcia nie pamiętam, jakich
jest niewiarygodnie ciepły, sympatyczny i otwarty
:))))))
piątek, 14 marca 2014
czy jutro będzie padać śnieg?
właściwie, czemu nie?
Idę dziś na Miecia, jeśli będę tak energicznie się bawić, jak kiedyś na Piasku,
to jutro mogę leżeć i odpoczywać :)
Podlotka puści mi kilka zabawnych Kitty,
pośmiejemy się i doleczymy nasze katary tudzież kaszle, względnie zatoki. Trzeci z kolei weekend pościelowy.
A, niech tam.
Idę dziś na Miecia, jeśli będę tak energicznie się bawić, jak kiedyś na Piasku,
to jutro mogę leżeć i odpoczywać :)
Podlotka puści mi kilka zabawnych Kitty,
pośmiejemy się i doleczymy nasze katary tudzież kaszle, względnie zatoki. Trzeci z kolei weekend pościelowy.
A, niech tam.
wtorek, 11 marca 2014
aktualnie...
...jadowita posiada:
chałupę na sprzedaż (chętnych brak)
nietrafiony kompletnie kupon totka wysłany za ostatnie
pieniądze
całodobowo smarkającą i kaszlącą Podlotkę
pręgowanego, cierpiącego na bezsenność potwora (dawniej spokojną kotkę), całodobowo skaczącego po głowach ludzkich i
zwierzęcych, oraz podgryzającego stopy i łapy
całodobowego Fochmana, którego najwyraźniej ściga za
niedotrzymanie terminów jakaś geodezyjna mafia
rozciągliwe obszerne majtasy po pachy i dżinsy z jakże
sympatycznym dodatkiem lycry
więc
w tej sytuacji, żądanie od jadowitej jakiegokolwiek
uregulowania trybu życia
czy ograniczenia spożycia jest
rzucaniem w wołającego na pustyni grochem
albo ścianą
albo jakoś tak
wtorek, 4 marca 2014
potrzeba matką... czyli do czego mogą służyć książki
wysmarkała jadowita co miała wysmarkać i poczuła potrzebę ruchu - którą czuje dość często, zresztą.
Natchnęło jadowitą na oldskulowy step-aerobik, ale bieda, bo stepu brak. Ale od czego zarzucony gratami strych?
Pudełko po tvnowejgeneracji posłużyło za bazę, mając prawie odpowiednią wysokość i prawie odpowiednie wymiary.
Wypchane literaturą akwariową i rosyjską s-f, usztywnione deską - sprawdziło się znakomicie :)
ps.
czy ktoś zna bardziej przygnębiające i depresyjne książki niż te autorstwa Elfriede Jelinek? Są STRASZNE. i, niestety, wciągają, jak bagienko jakieś.
a Orhan Pamuk muzeum niewinności? Rany, jak można LATAMI siedzieć i oglądać telewizję z rodzicami "ukochanej", która najwyraźniej robi go w bambuko? albo LATAMI wąchać klamkę której dotykała??!!
czytam teraz cegłę, niecałe 700 stron grubego papieru. Strona pierwsza, przypis. Na końcu książki. Przerzucam 699 stron, czytam, wracam do strony pierwszej. Strona pierwsza, następny przypis. Przerzucam 699 stron, upewniam się, wracam do strony pierwszej. Strona pierwsza, piiip, następny przypis. Piiip, przerzucam 699 stron, wracam, piiiip. usiłuję czytać dalej.Widzę, że strona poniżej roi się od przypisów.
piiiiiiiiiiiiiiiiiiip
no kto to wymyślił ?!?!?!?
Natchnęło jadowitą na oldskulowy step-aerobik, ale bieda, bo stepu brak. Ale od czego zarzucony gratami strych?
Pudełko po tvnowejgeneracji posłużyło za bazę, mając prawie odpowiednią wysokość i prawie odpowiednie wymiary.
Wypchane literaturą akwariową i rosyjską s-f, usztywnione deską - sprawdziło się znakomicie :)
ps.
czy ktoś zna bardziej przygnębiające i depresyjne książki niż te autorstwa Elfriede Jelinek? Są STRASZNE. i, niestety, wciągają, jak bagienko jakieś.
a Orhan Pamuk muzeum niewinności? Rany, jak można LATAMI siedzieć i oglądać telewizję z rodzicami "ukochanej", która najwyraźniej robi go w bambuko? albo LATAMI wąchać klamkę której dotykała??!!
czytam teraz cegłę, niecałe 700 stron grubego papieru. Strona pierwsza, przypis. Na końcu książki. Przerzucam 699 stron, czytam, wracam do strony pierwszej. Strona pierwsza, następny przypis. Przerzucam 699 stron, upewniam się, wracam do strony pierwszej. Strona pierwsza, piiip, następny przypis. Piiip, przerzucam 699 stron, wracam, piiiip. usiłuję czytać dalej.Widzę, że strona poniżej roi się od przypisów.
piiiiiiiiiiiiiiiiiiip
no kto to wymyślił ?!?!?!?
poniedziałek, 3 marca 2014
jawnik
jadowitą ujrzeć w sobotnie popołudnie, zasmarkaną i kaszlącą, z mocno
zredukowanym i sterczącym na wszystkie strony włosem, popylającą z
grabiami i taczkami po kortach oznacza...
że rychło spełnią się marzenia o grze na wolnym powietrzu, idzie wiosna, zielenią się drzewa, a koty będą radośnie drzeć japy.
a, że jadowita obiecała ojcu swemu, że dłubać na kortach pomoże, to swój tyłek pokaźny przywlekła, choć baardzo wolała leżeć w łóżku i popijać nalewkę z malin. Jadowita zakatarzona jest wybitnie niefajna. Kwęka, jęczy, kicha donośnie przez pół nocy, smarka przez drugie pół i ma dziwne zachcianki żywieniowe, rujnujące wszystkie zasady dotyczące wdrażania zasad, w zasadzie.
Orzeszki o 22? czemu nie?
Poza tym, był tłusty czwartek, więc sami rozumiecie, że ten tydzień należy uznać za stracony. Pod wieloma względami.
Wracam do łóżka.
że rychło spełnią się marzenia o grze na wolnym powietrzu, idzie wiosna, zielenią się drzewa, a koty będą radośnie drzeć japy.
a, że jadowita obiecała ojcu swemu, że dłubać na kortach pomoże, to swój tyłek pokaźny przywlekła, choć baardzo wolała leżeć w łóżku i popijać nalewkę z malin. Jadowita zakatarzona jest wybitnie niefajna. Kwęka, jęczy, kicha donośnie przez pół nocy, smarka przez drugie pół i ma dziwne zachcianki żywieniowe, rujnujące wszystkie zasady dotyczące wdrażania zasad, w zasadzie.
Orzeszki o 22? czemu nie?
Poza tym, był tłusty czwartek, więc sami rozumiecie, że ten tydzień należy uznać za stracony. Pod wieloma względami.
Wracam do łóżka.
czwartek, 27 lutego 2014
nieporozumienie
końcówka wizyty u Pana Męczyciało
co miało chrupnąć, chrupnęło, co miało wskoczyć na swoje miejsce, wskoczyło. kark jadowitej ma wielkie szanse przestać skrzypieć jak cmentarna brama
jadowita leży rozluźniona, Męczyciało robi COŚ tajemniczego i baaardzo przyjemnego z tyłu szyi. Świat jadowitej kołysze się w delikatnym rytmie relaksującej muzyki. Jadowita czuje ciepłe i gładkie dłonie Męczyciała na ramionach
- przyjemnie, prawda?- pyta Męczyciało, jakoś tak... nieprofesjonalnie, albo tylko tak się zdaje jadowitej?
w każdym bądź razie, jadowita potakuje niewyraźnie nie otwierając oczu.
- bo wie Pani, udrożnienie przepływu płynów mózgowo rdzeniowych i dopływu krwi do mózgu pomiędzy kręgami C1 coś tam C2 powoduje...
hmm
chyba jednak myśleliśmy o czymś innym.
co miało chrupnąć, chrupnęło, co miało wskoczyć na swoje miejsce, wskoczyło. kark jadowitej ma wielkie szanse przestać skrzypieć jak cmentarna brama
jadowita leży rozluźniona, Męczyciało robi COŚ tajemniczego i baaardzo przyjemnego z tyłu szyi. Świat jadowitej kołysze się w delikatnym rytmie relaksującej muzyki. Jadowita czuje ciepłe i gładkie dłonie Męczyciała na ramionach
- przyjemnie, prawda?- pyta Męczyciało, jakoś tak... nieprofesjonalnie, albo tylko tak się zdaje jadowitej?
w każdym bądź razie, jadowita potakuje niewyraźnie nie otwierając oczu.
- bo wie Pani, udrożnienie przepływu płynów mózgowo rdzeniowych i dopływu krwi do mózgu pomiędzy kręgami C1 coś tam C2 powoduje...
hmm
chyba jednak myśleliśmy o czymś innym.
poniedziałek, 24 lutego 2014
czyjestpaniosobąposiadającązaświadczenielekarskie...
...że nie musi pani korzystać z pasów bezpieczeństwa?
takie oto miłe słowa usłyszała jadowita w poniedziałkowy mglisty poranek pędząc do pracy. Przy czym Podlotka radośnie uśmiechnięta poinformowała niepytana, że ONA ZAWSZE ZAPINA, co pan policjant docenił i pochwalił.
A jadowitą nie dającą dziecku przykładu ukarał mandatem tudzież punktami.
dobrze, że nie zauważył nieaktualnego adresu na prawku :)
jeszcze lepiej, że dmuchnięcie nie wykazało dwudniowego imprezowania, wszak jadowita weseliła się na weselu - skromnym liczbowo wprawdzie, ale za to międzynarodowym
albowiem wujek jadowitej - czy stryjek? - postanowił się w dojrzałym stosunkowo będąc wieku ożenić - notabene powodując tym czynem rozłam w rodzinie - i skoligacił jadowitą z Rosjanami. Całkiem sympatycznymi zresztą.
W weselu na znak protestu nie wzięła udziału mać rodzona jadowitej, która, zawiązawszy koalicję z ciotkami (które z kolei mają za złe pannie młodej wschodnie pochodzenie), uznała czyn śfagra za szaleństwo wieku starczego, a w pijanym widzie stwierdziła, że wujkowa forsa należy się rodzinie, a konkretnie chrześnicy ukochanej (?) czyli jadowitej właśnie.
Domniemywam, że miała na myśli jakiś spadek, przy czym moja matka, myśląca procentowo, nie bierze pod uwagę, że po pierwsze potencjalny spadkodawca na drugi świat się nie wybiera, po drugie jego upiornie zdrowy tryb życia i odżywiania sprawia, że przeżyje nie tylko zawistną szwagierkę, której niedługo zapewne wysiądzie wątroba, ale jadowitą prawdopodobnie też; po trzecie posiada syna, a po czwarte wreszcie, co ją to obchodzi?
dodatkowo mam wrażenie, że ciotki są zwyczajnie zazdrosne, albowiem panna młoda, choć babcia, znakomicie się trzyma, uprawia fitnesy i jeździ z wujem na rowerze po 40 km dziennie.
Przypuszczam, że jeśli moi rodzice kiedykolwiek założą sobie internet, to matka będzie hejterem. Prawdziwym, plującym jadem i zawiścią, klasycznym hejterem, który ma wszystko wszystkim za złe.
W każdym bądź razie, na weselu tańczyłam z ojcem, któremu także zwisa, co wujek robi ze swoją własną kasą, i teraz matka się do nas nie odzywa.
I co się tu dziwić, że łikend przeleciał jak TGV?
takie oto miłe słowa usłyszała jadowita w poniedziałkowy mglisty poranek pędząc do pracy. Przy czym Podlotka radośnie uśmiechnięta poinformowała niepytana, że ONA ZAWSZE ZAPINA, co pan policjant docenił i pochwalił.
A jadowitą nie dającą dziecku przykładu ukarał mandatem tudzież punktami.
dobrze, że nie zauważył nieaktualnego adresu na prawku :)
jeszcze lepiej, że dmuchnięcie nie wykazało dwudniowego imprezowania, wszak jadowita weseliła się na weselu - skromnym liczbowo wprawdzie, ale za to międzynarodowym
albowiem wujek jadowitej - czy stryjek? - postanowił się w dojrzałym stosunkowo będąc wieku ożenić - notabene powodując tym czynem rozłam w rodzinie - i skoligacił jadowitą z Rosjanami. Całkiem sympatycznymi zresztą.
W weselu na znak protestu nie wzięła udziału mać rodzona jadowitej, która, zawiązawszy koalicję z ciotkami (które z kolei mają za złe pannie młodej wschodnie pochodzenie), uznała czyn śfagra za szaleństwo wieku starczego, a w pijanym widzie stwierdziła, że wujkowa forsa należy się rodzinie, a konkretnie chrześnicy ukochanej (?) czyli jadowitej właśnie.
Domniemywam, że miała na myśli jakiś spadek, przy czym moja matka, myśląca procentowo, nie bierze pod uwagę, że po pierwsze potencjalny spadkodawca na drugi świat się nie wybiera, po drugie jego upiornie zdrowy tryb życia i odżywiania sprawia, że przeżyje nie tylko zawistną szwagierkę, której niedługo zapewne wysiądzie wątroba, ale jadowitą prawdopodobnie też; po trzecie posiada syna, a po czwarte wreszcie, co ją to obchodzi?
dodatkowo mam wrażenie, że ciotki są zwyczajnie zazdrosne, albowiem panna młoda, choć babcia, znakomicie się trzyma, uprawia fitnesy i jeździ z wujem na rowerze po 40 km dziennie.
Przypuszczam, że jeśli moi rodzice kiedykolwiek założą sobie internet, to matka będzie hejterem. Prawdziwym, plującym jadem i zawiścią, klasycznym hejterem, który ma wszystko wszystkim za złe.
W każdym bądź razie, na weselu tańczyłam z ojcem, któremu także zwisa, co wujek robi ze swoją własną kasą, i teraz matka się do nas nie odzywa.
I co się tu dziwić, że łikend przeleciał jak TGV?
środa, 19 lutego 2014
sweet dreams...
rano czasem sobie leżę
starannie ignorując dzikie zamachy Józi na moją nietykalność cielesną (tylko udawała na początku pobytu taką grzeczną i przytulską kotkę, teraz wychodzi z niej istny koci szatan)
a w myślach słyszę muzykę
i widzę
jadowitą w powłóczystej popielatej jedwabnej kiecce, we wdzięcznym tanecznym kroku tudzież obrocie, na szczycie nowojorskiego wieżowca wieczorową porą, omdlewającą we właściwych momentach w ramionach... hm, no nie wiem? Niech będzie Marcin Dorociński :D
brutalny skok Józi na głowę studzi umysł
kobiety tańczące na dachach nowojorskich wieżowców wieczorową porą nie mają włosów ostrzyżonych jak dziecko po tyfusie w latach 40-tych
ani wystającego brzucha
a jeśli chodzi o taniec jadowitej, to rzecz wymaga osobnego posta
pora wstawać.
starannie ignorując dzikie zamachy Józi na moją nietykalność cielesną (tylko udawała na początku pobytu taką grzeczną i przytulską kotkę, teraz wychodzi z niej istny koci szatan)
a w myślach słyszę muzykę
i widzę
jadowitą w powłóczystej popielatej jedwabnej kiecce, we wdzięcznym tanecznym kroku tudzież obrocie, na szczycie nowojorskiego wieżowca wieczorową porą, omdlewającą we właściwych momentach w ramionach... hm, no nie wiem? Niech będzie Marcin Dorociński :D
brutalny skok Józi na głowę studzi umysł
kobiety tańczące na dachach nowojorskich wieżowców wieczorową porą nie mają włosów ostrzyżonych jak dziecko po tyfusie w latach 40-tych
ani wystającego brzucha
a jeśli chodzi o taniec jadowitej, to rzecz wymaga osobnego posta
pora wstawać.
krok 3 - szybciutko
bo zapomniałam, a tu minął już ponad tydzień !
postanowienia :
1/ nie wpycham nic do jamy ustnej po 20:00
2/ każdego wieczoru używam odżywki do rzęs :)
postanowienia :
1/ nie wpycham nic do jamy ustnej po 20:00
2/ każdego wieczoru używam odżywki do rzęs :)
piątek, 14 lutego 2014
stopniowanie trudności
Trudno jest kupić pralkę - za duży wybór, za małe środki.
Trudniej namówić opornego Fochmana, żeby wymienił zaworek doprowadzający wodę i zamontował całość, bo wzywanie fachowca na zadupie kosztuje i trwa. Musiałam mu wsiąść na ambicję i skłamać, że do tej czynności jest kolejka chętnych POLSKICH HYDRAULIKÓW,
w dodatku za zapłatę w naturze (pominęłam dyskretnie, że po prostu zadzwoniłam do Taty :)); jeszcze i tak nie wiadomo, co wyjdzie z tego majsterkowania ... (okaże się późnym popołudniem, a Tata w razie porażki czeka w gotowości z kluczami i konopiami, cokolwiek by to nie znaczyło)
Najtrudniej jest wtłoczyć przytomnego i całkiem ruchliwego kota w kubraczek ochronny, który został zdjęty do wyprania. Zdaje się, że okaże się to NIEMOŻLIWE.
Tak czy owak, mam nadzieję spędzić łikend obwieszając świeżutkim i pachnącym praniem okoliczne płoty.
Trudniej namówić opornego Fochmana, żeby wymienił zaworek doprowadzający wodę i zamontował całość, bo wzywanie fachowca na zadupie kosztuje i trwa. Musiałam mu wsiąść na ambicję i skłamać, że do tej czynności jest kolejka chętnych POLSKICH HYDRAULIKÓW,
w dodatku za zapłatę w naturze (pominęłam dyskretnie, że po prostu zadzwoniłam do Taty :)); jeszcze i tak nie wiadomo, co wyjdzie z tego majsterkowania ... (okaże się późnym popołudniem, a Tata w razie porażki czeka w gotowości z kluczami i konopiami, cokolwiek by to nie znaczyło)
Najtrudniej jest wtłoczyć przytomnego i całkiem ruchliwego kota w kubraczek ochronny, który został zdjęty do wyprania. Zdaje się, że okaże się to NIEMOŻLIWE.
Tak czy owak, mam nadzieję spędzić łikend obwieszając świeżutkim i pachnącym praniem okoliczne płoty.
czwartek, 13 lutego 2014
aż się biegać chce :)
jakież trzeba mieć potężne JAJA, żeby ze złamaną stopą popylać 10 km i jeszcze pokazać rywalkom pośladki
szacun, Justyna :)
oby więcej tras biegowych u nas, bo krucho z tym
Subskrybuj:
Posty (Atom)

