czwartek, 1 maja 2014

koszmary i koszmarki

sny mnie przytłaczają, jawa usypia
drzemię "na prądach" i "na borowinie"
po powrocie do domu śpię,
w międzyczasie w samochodzie podpieram powieki zapałkami


myślałam, że to wpływ zabiegów

przypadkiem byłam w oswojonym punkcie krwiodawstwa
(po operacji jest półroczny zakaz oddawania krwi)
poprosiłam o dziubnięcie
i usłyszałam, że przy tak niskim poziomie hemoglobiny chodzę chyba z rozpędu :)

popędziły mnie panie do laboratorium
się dowiemy, wszak przed operacją miałam morfologię i było ok


może to za sprawą braku żelaza
śnią mi się koszmary
że się topię?
nie mogę poruszyć niczym,
i widzę tylko oddalające się słońce
w końcu wciągam wodę do płuc

i budzę się spocona łapiąc powietrze

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

obłoki

cały dzień Józia chodziła w gazowych obłokach


zadziwia mnie, ile smrodu mieści się w tak drobnym stworzeniu
mogłaby bez trudu powalić pluton oddziałów specjalnych

biedna, omijaliśmy ją z daleka
jedynie Bigdog udowodnił, że kocha bezwarunkowo... :)

dzień idealny

oko otworzywszy ledwo-ledwo
ujrzałam za mokrą szybą sine chmury

leje

co za szczęście, że jest sobota

zrobię kawy
przyłożę sobie Józię do łona albo pleców
i zatopię się w lekturze

będzie cudnie...


A czy idealna matka zapamiętała, że dziś w szkole prezentacja projektów klasy Podlotki?

ech

trzy godziny na twardym stołku
nieidealna matka wytrwała :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

wątła następczyni Herkulesa


Chyba pisałam już, że kochają mnie chwasty.
Na polu bitew ogródkowych całkowicie poległam
czego bym nie siała, wyrastały dorodne pokrzywy.

dałam więc sobie spokój z czymś, czego nie śmiałabym nazwać ogródkiem
zarosło dorodnymi chwaściorami

ostatnio odkryła ten kawałeczek ziemi Podlotka
spędziła tam pół dnia
odkryła poziomki, truskawki i szczaw
wydłubała starannie bujne trawska
złożyła zamówienie na nasiona

oczyściła ogródek jak stajnię Augiasza

może w końcu coś porządnego tam wyrośnie
następcom prawnym :D

czwartek, 10 kwietnia 2014

skutki zwyrodniałej wyobraźni

odwiedzają mnie teraz różne ludzie
(potencjalni nowonabywcy)
mniej, lub bardziej miłe
zazwyczaj bardziej :)

przyszedł Pan
pełna kulturka, garniak, wyglądał trochę jak jakiś poseł czy coś
w typie wujek gaduła dobra rada

pouczona zostałam w tematach wapna gaszonego (?!), potencjalnych pryszczy Podlotki, sposobu pisania pism urzędowych (ha!), pielęgnacji zieleni przydomowej, oświetlenia mieszkania

przyzwyczajona jestem do ludzi, którzy przychodzą się wygadać
więc strzymałam
jako, że klient (nawet potencjalny) to nasz pan

już wychodząc Pan zawiesił oko na 20-metrowym modrzewiu
żeby go przyciąć - od góry - bo zagrożenie i coś tam

i palnął
że małżonek taki młody i wysportowany, mógłby słupołazy włożyć i przyciąć od góry

odjęło mi mowę

po czym oczyma duszy

ujrzałam Fochmana 130 kg żywej wagi
z czego jakaś połowa na brzuchu
albowiem Fochman dąży do ideału, czyli do kuli
w słupołazach
na modrzewiu

niestety, zareagowałam


nikt nie kupi domu od kobiety zanoszącej się hienim chichotem :(

wtorek, 8 kwietnia 2014

dlaczego przynudzam, czyli jadowita sprowokowana

Almetyna zadała pytanie :)

Pomyślałam sobie, że jest to w sumie dobra okazja, żeby się podsumować, co planowałam od jakiegoś czasu.

Dlaczego przynudzam?

Bo nie buduję barykad ani ich nie zdobywam, nie manifestuję w manifach, nie piszę protest-songów, nie zdobywam szczytów, nie skaczę ze spadochronem, nie lewicuję (ani nie prawicuję), generalnie nie zmieniam świata, a jedynie go sobie - we własnym, niewielkim zakresie - staram poukładać.

ponadto nie potrafię gotować, szyję koślawo nawet proste rzeczy, ubieram się niemodnie a przy próbach robienia biżuterii trafiał mnie szlag :)

Założenie bloga miało służyć uporządkowaniu i zachowaniu wspomnień*, nie zakładałam, że ktoś będzie tu zaglądał. Traktuję go jako pamiętnik, dlatego o wpisach nie wie nikt z moich najbliższych (a przynajmniej mam taką nadzieję), choć od jakiegoś czasu mnie swędzi, żeby powiedzieć kilku osobom :) Z kilku mądrych blogów dowiedziałam się, jak ważne są codzienne zwykłe chwile, i jak szybko potrafią się zatrzeć w pamięci. Poznałam w międzyczasie też kilka mechanizmów, które w cudowny sposób podnoszą klikalność, ale - po co?

Dlatego uznałam, że taka zwykła codzienność, bez sensacji, mięcha i igrzysk, to co najwyżej przynudzanie. Zieeeeew. Ale, samo słowo narodziło się w ustach pewnego bardzo znanego radiowego (w tv też bywa, ale incydentalnie) dziennikarza muzycznego, który o śpiewających spokojną muzykę kobietach zwykł mówić aksamitnym głosem "jak ona pięknie przynudza..."

kto wie, o kogo chodzi?


* i doskonale się sprawdziło:)









środa, 2 kwietnia 2014

rozczarowanie

kupujący nie dostali kredytu
całą polkę trza zaczynać od początku

przynajmniej zmusiłam Fochmana do posprzątania warsztatu
(który – warsztat, nie Fochman - powinien zwać się składowiskiem wszystkiego niepotrzebnego starego i cuchnącego)
i o który suszyłam mu głowę już czas jakiś
albowiem wyczuwałam myszy
i nie myliłam się

poruszone zwierzątka rozbiegły się we wszystkie strony
ku uciesze Józi, która łapała je, podduszała i cichaczem wnosiła do domu
więc weekend był pełen biegów
za myszami Józia
za Józią Podlotka i Jadowita
za nami uradowany Bigdog
złapane za ogony myszy biegiem wynosiłyśmy w pole

porządki trwają także na strychu, pozbywam się gratów
odkryłyśmy nieułożone nigdy puzzle safari i cztery pary gumowców fochmana
jakiś pożytek z tego będzie
choć nie ma pożytku ze mnie przy puzzlach, bo wiszę nad nimi i słoń mi się zlewa z nosorożcem (a może to hipopotam?)
a z puzzlami chętnie zlewa się Józia, bardzo dopasowana kolorystycznie


najgorsze, że nie wytrzymałam – miałam oglądać nowe domy PO podpisaniu wstępnej umowy sprzedaży – a obejrzałam jeden – i już się w nim ujrzałam. Czy poczeka na mnie?

wtorek, 25 marca 2014

złe, zielone oko

miałam kiedyś piękny pierścionek
dobrze mi się nosił
pasował i wzbudzał podziw koleżanek

zgubiłam oczko

mama przyniosła mi kamień - przejrzysty, jasnozielony

od razu miałam stłuczkę (rodzice nic nie wiedzą, więc sza!)

odłożyłam kamień w domu, już jakoś tak do niego zniechęcona

jakiś czas później dałam tacie do wprawienia, bo jubiler nie chciał się w srebrze bawić

założyłam - spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja

wrzuciłam do szafki w pracy - i proszę, mam przechlapane

to nie może być przypadek.



ON łypie na mnie złowrogo

promieniuje niedobrą energią

zaczynam obsesyjnie wierzyć, że jest przyczyną nieprzyjemności, zbiegów okoliczności

jutro oddam go mamie, tylko nie wiem jak, chyba pocztą wyślę, żeby go w aucie nie wozić :)




piątek, 21 marca 2014

jadowita zajęta


dom się sprzedaje - prawie, są chętni, dogadujemy szczegóły, szczególiki, detale, jeszcze nie wiadomo na pewno, ale... :)

oglądam mieszkania, domy - nie wiem, czy wiem, czego chcę, wiem natomiast, czego nie chcę, więc najlepiej na razie idzie mi eliminacja

fochman to wybiera zgodnie nowe lokum, to rzuca się na progu rozrywając odzienie, jak nie przymierzając jakiś Rejtan, że po jego trupie, że się nie wyprowadzi...

zrozum tu chłopa.

chyba się powoli zacznę pakować i wyrzucać, co niepotrzebne (a dużo tego będzie)

w dodatku w pracy jakieś kłopoty, przez własną głupotę mam - chciałam być miła i oszczędzić komuś kilometrów, oj, oberwało mi się, oberwało.

gdy się tyle dzieje, to jakoś bardziej mi się chce

piorę zimowe ciuchy, słońce tak pięknie świeci, sezon tenisowy rozpoczęty, nie mam czasu myśleć nad gubieniem brzucha.

Może sam się zgubi?

poniedziałek, 17 marca 2014

jadowita zaMieciona

i zakochana, na amen

Miałam okazję z Nim zamienić kilka słów - z przejęcia nie pamiętam, jakich
jest niewiarygodnie ciepły, sympatyczny i otwarty

:))))))

piątek, 14 marca 2014

czy jutro będzie padać śnieg?

właściwie, czemu nie?

Idę dziś na Miecia, jeśli będę tak energicznie się bawić, jak kiedyś na Piasku,
to jutro mogę leżeć i odpoczywać :)

Podlotka puści mi kilka zabawnych Kitty,

pośmiejemy się i doleczymy nasze katary tudzież kaszle, względnie zatoki. Trzeci z kolei weekend pościelowy.

A, niech tam.

wtorek, 11 marca 2014

aktualnie...



...jadowita posiada:

chałupę na sprzedaż (chętnych brak)

nietrafiony kompletnie kupon totka wysłany za ostatnie pieniądze

całodobowo smarkającą i kaszlącą Podlotkę

pręgowanego, cierpiącego na bezsenność  potwora (dawniej spokojną kotkę),  całodobowo skaczącego po głowach ludzkich i zwierzęcych, oraz podgryzającego stopy i łapy

całodobowego Fochmana, którego najwyraźniej ściga za niedotrzymanie terminów jakaś geodezyjna mafia

rozciągliwe obszerne majtasy po pachy i dżinsy z jakże sympatycznym dodatkiem lycry

więc

w tej sytuacji, żądanie od jadowitej jakiegokolwiek uregulowania trybu życia 

czy ograniczenia spożycia jest 

rzucaniem w wołającego na pustyni grochem 

albo ścianą

albo jakoś tak

wtorek, 4 marca 2014

potrzeba matką... czyli do czego mogą służyć książki

wysmarkała jadowita co miała wysmarkać i poczuła potrzebę ruchu - którą czuje dość często, zresztą.

Natchnęło jadowitą na oldskulowy step-aerobik, ale bieda, bo stepu brak. Ale od czego zarzucony gratami strych?

Pudełko po tvnowejgeneracji posłużyło za bazę, mając prawie odpowiednią wysokość i prawie odpowiednie wymiary.

Wypchane literaturą akwariową i rosyjską s-f, usztywnione deską - sprawdziło się znakomicie :)



ps.
czy ktoś zna bardziej przygnębiające i depresyjne książki niż te autorstwa Elfriede Jelinek? Są STRASZNE. i, niestety, wciągają, jak bagienko jakieś.

a Orhan Pamuk muzeum niewinności? Rany, jak można LATAMI siedzieć i oglądać telewizję z rodzicami "ukochanej", która najwyraźniej robi go w bambuko? albo LATAMI wąchać klamkę której dotykała??!!

czytam teraz cegłę, niecałe 700 stron grubego papieru. Strona pierwsza, przypis. Na końcu książki. Przerzucam 699 stron, czytam, wracam do strony pierwszej. Strona pierwsza, następny przypis. Przerzucam 699 stron, upewniam się, wracam do strony pierwszej. Strona pierwsza, piiip, następny przypis. Piiip, przerzucam 699 stron, wracam, piiiip. usiłuję czytać dalej.Widzę, że strona poniżej roi się od przypisów.


piiiiiiiiiiiiiiiiiiip

no kto to wymyślił ?!?!?!? 



 

poniedziałek, 3 marca 2014

jawnik

jadowitą ujrzeć w sobotnie popołudnie, zasmarkaną i kaszlącą, z mocno zredukowanym i sterczącym na wszystkie strony włosem, popylającą z grabiami i taczkami po kortach oznacza...

że rychło spełnią się marzenia o grze na wolnym powietrzu, idzie wiosna, zielenią się drzewa, a koty będą radośnie drzeć japy.


a, że jadowita obiecała ojcu swemu, że dłubać na kortach pomoże, to swój tyłek pokaźny przywlekła, choć baardzo wolała leżeć w łóżku i popijać nalewkę z malin. Jadowita zakatarzona jest wybitnie niefajna. Kwęka, jęczy, kicha donośnie przez pół nocy, smarka przez drugie pół i ma dziwne zachcianki żywieniowe, rujnujące wszystkie zasady dotyczące wdrażania zasad, w zasadzie.

Orzeszki o 22? czemu nie?

Poza tym, był tłusty czwartek,  więc sami rozumiecie, że ten tydzień należy uznać za stracony. Pod wieloma względami.

Wracam do łóżka.

czwartek, 27 lutego 2014

nieporozumienie

końcówka wizyty u Pana Męczyciało

co miało chrupnąć, chrupnęło, co miało wskoczyć na swoje miejsce, wskoczyło. kark jadowitej ma wielkie szanse przestać skrzypieć jak cmentarna brama

jadowita leży rozluźniona, Męczyciało robi COŚ tajemniczego i baaardzo przyjemnego z tyłu szyi. Świat jadowitej kołysze się w delikatnym rytmie relaksującej muzyki. Jadowita czuje ciepłe i gładkie dłonie Męczyciała na ramionach

- przyjemnie, prawda?- pyta Męczyciało, jakoś tak... nieprofesjonalnie, albo tylko tak się zdaje jadowitej?
w każdym bądź razie, jadowita potakuje niewyraźnie nie otwierając oczu.

- bo wie Pani, udrożnienie przepływu płynów mózgowo rdzeniowych i dopływu krwi do mózgu pomiędzy kręgami C1 coś tam C2 powoduje...

hmm

chyba jednak myśleliśmy o czymś innym.

poniedziałek, 24 lutego 2014

czyjestpaniosobąposiadającązaświadczenielekarskie...

...że nie musi pani korzystać z pasów bezpieczeństwa?

takie oto miłe słowa usłyszała jadowita w poniedziałkowy mglisty poranek pędząc do pracy. Przy czym Podlotka radośnie uśmiechnięta poinformowała niepytana, że ONA ZAWSZE ZAPINA, co pan policjant docenił i pochwalił.

A jadowitą nie dającą dziecku przykładu ukarał mandatem tudzież punktami.

dobrze, że nie zauważył nieaktualnego adresu na prawku :)

jeszcze lepiej, że dmuchnięcie nie wykazało dwudniowego imprezowania, wszak jadowita weseliła się na weselu - skromnym liczbowo wprawdzie, ale za to międzynarodowym

albowiem wujek jadowitej - czy stryjek? - postanowił się w dojrzałym stosunkowo będąc wieku ożenić - notabene powodując tym czynem rozłam w rodzinie - i skoligacił jadowitą z Rosjanami. Całkiem sympatycznymi  zresztą.

W weselu na znak protestu nie wzięła udziału mać rodzona jadowitej, która, zawiązawszy koalicję z ciotkami (które z kolei mają  za złe pannie młodej wschodnie pochodzenie), uznała czyn śfagra za szaleństwo wieku starczego, a w pijanym widzie stwierdziła, że wujkowa forsa należy się rodzinie, a konkretnie chrześnicy ukochanej (?) czyli jadowitej właśnie.

Domniemywam, że miała na myśli jakiś spadek, przy czym moja matka, myśląca procentowo, nie bierze pod uwagę, że po pierwsze potencjalny spadkodawca na drugi świat się nie wybiera, po drugie jego upiornie zdrowy tryb życia i odżywiania sprawia, że przeżyje nie tylko zawistną szwagierkę, której niedługo zapewne wysiądzie wątroba, ale jadowitą prawdopodobnie też; po trzecie posiada syna, a po czwarte wreszcie, co ją to obchodzi?

dodatkowo mam wrażenie, że ciotki są zwyczajnie zazdrosne, albowiem panna młoda, choć babcia, znakomicie się trzyma, uprawia fitnesy i jeździ z wujem na rowerze po 40 km dziennie.

Przypuszczam, że jeśli moi rodzice kiedykolwiek założą sobie internet, to matka będzie hejterem. Prawdziwym, plującym jadem i zawiścią, klasycznym hejterem, który ma wszystko wszystkim za złe.

W każdym bądź razie, na weselu tańczyłam z ojcem, któremu także zwisa, co wujek robi ze swoją własną kasą, i teraz matka się do nas nie odzywa.

I co się tu dziwić, że łikend przeleciał jak TGV?

środa, 19 lutego 2014

sweet dreams...

rano czasem sobie leżę

starannie ignorując dzikie zamachy Józi na moją nietykalność cielesną (tylko udawała na początku pobytu taką grzeczną i przytulską kotkę, teraz wychodzi z niej istny koci szatan)

a w myślach słyszę muzykę


i widzę

jadowitą w powłóczystej popielatej jedwabnej kiecce, we wdzięcznym tanecznym kroku tudzież obrocie, na szczycie nowojorskiego wieżowca wieczorową porą, omdlewającą we właściwych momentach w ramionach... hm, no nie wiem? Niech będzie Marcin Dorociński :D

brutalny skok Józi na głowę studzi umysł

kobiety tańczące na dachach nowojorskich wieżowców wieczorową porą nie mają włosów ostrzyżonych jak dziecko po tyfusie w latach 40-tych
ani wystającego brzucha
a jeśli chodzi o taniec jadowitej, to rzecz  wymaga osobnego posta

pora wstawać.




krok 3 - szybciutko

bo zapomniałam, a tu minął już ponad tydzień !

postanowienia :


1/ nie wpycham nic do jamy ustnej po 20:00

2/ każdego wieczoru używam odżywki do rzęs :) 

piątek, 14 lutego 2014

stopniowanie trudności

Trudno jest kupić pralkę - za duży wybór, za małe środki.

Trudniej namówić opornego Fochmana, żeby wymienił zaworek doprowadzający wodę i zamontował całość, bo wzywanie fachowca na zadupie kosztuje i trwa. Musiałam mu wsiąść na ambicję i skłamać, że do tej czynności jest kolejka chętnych POLSKICH HYDRAULIKÓW,


w dodatku za zapłatę w naturze (pominęłam dyskretnie, że po prostu zadzwoniłam do Taty :)); jeszcze i tak nie wiadomo, co wyjdzie z tego majsterkowania ... (okaże się późnym popołudniem, a Tata w razie porażki czeka w gotowości z kluczami i konopiami, cokolwiek by to nie znaczyło)

Najtrudniej jest wtłoczyć przytomnego i całkiem ruchliwego kota w kubraczek ochronny, który został zdjęty do wyprania. Zdaje się, że okaże się to NIEMOŻLIWE.

Tak czy owak, mam nadzieję spędzić łikend obwieszając świeżutkim i pachnącym praniem okoliczne płoty.


czwartek, 13 lutego 2014

aż się biegać chce :)



jakież trzeba mieć potężne JAJA, żeby ze złamaną stopą popylać 10 km i jeszcze pokazać rywalkom pośladki

szacun, Justyna :)

oby więcej tras biegowych u nas, bo krucho z tym