przybrała barwy jesieni - jest czerwono-żółto-zgniłozielona
więc jestem na czasie
jak liść
poza tym w domu wyciągam z kątów zapomniane materiały
uszyłam już dwa komplety pościeli

wypchałam także pierzem nowego jaśka,
(przy okazji zapierzając cały dom, Bigdoga i Józię)
z powodu lenistwa wyszedł mi nieco
hmm, wąski :)
będzie zatem po prostu jasieczkiem
na okrągło pieczemy z Podlotką szarlotki
i robimy inne smakołyki
jak na przykład bruschetty ze szpinakiem
mam nadzieję wrócić niedługo do pracy
bo z tego żarcia i bezruchu rośnie mi brzuch
czacha jeszcze pobolewa, zwłaszcza przy schylaniu się
więc odsuwam od siebie myśli o sprzątaniu.
Kurz nie ucieknie :)
no i dostałam bardzo miłą wiadomość
że moje opowiadanie kajakowe znowu okazało się najlepsze
więc w czerwcu wypad na kajaki :)